asia w hiszpanii – relacja druga; zakupy

Mam za sobą pierwszy dzień w szkole, z tortami i ciachami i już pierwszego dnia zdobyłam śliczną 5 z angielskiego i zdążyłam zaliczyć ból głowy spowodowany siedzeniem w mojej bardzo ‚cichej’ klasie. W zasadzie to stęskniłam się za tymi wszystkimi mordkami z klasy (przy okazji dziękuję za wszystkie życzenia, te związane z Rogerem i inne), w ogóle przez ten wyjazd stałam się bardzo tolerancyjna i już nikt, a nikt nie jest w stanie mnie zdenerwować. Twarze na które kiedyś nie mogłam patrzeć nagle stały się jakieś takie łatwiejsze do zaakceptowania, a i ja ponoć jestem milsza i bardziej uśmiechnięta. A przynajmniej tak stwierdziła pani Ania z najlepszego warzywnego sklepu ever, w którym potrafię wydać 60 zł na same warzywa i owoce. A później zrobić z tego wieeeeelką michę surówki i sama zjeść porcje dla czterech osób. Mówię całkiem poważnie. Tak zwana moc witamin, czy something 😉

To tylko nieliczne z tych, które ostatnio robię. Uwielbiam surówki z czerwonej kapusty, jabłka i ogórka, szkoda tylko że sezon się skończył. No ale mamy inne pyszne warzywka, można mieszać, łączyć i kombinować, a wychodzą z tego takie cuda że ah < 3

No ale wracamy do tematu. Ma być druga relacja i będzie. Powoli zacznę wprowadzać Was w piękno tych miejsc, które miałam szanse i okazje odwiedzić, niestety kosztem Mami 😦 (swoją drogą Mami teraz całymi dniami ogląda Rolanda, więc wie coraz więcej i więcej, aż chwilami boję się że moja dotąd pewna pozycja jedynego tenisowego znawcy w domu zostanie narażona ;-O) Dzisiaj zamęczę Was tym co Asia lubi najbardziej czyli post poświecony zakuuuupom ! 😉 W poprzednim wpisie pisałam o 6piętrowych Zarach na każdym zakręcie? Tatuś się ciągle ze mnie śmieje, że zamiast zwiedzać katedry zwiedzałam Zary 😀 No ale to był główny punkt tej wycieczki, przynajmniej w moim mniemaniu. Wrzucę zdjęcia kilku rzeczy, które mi ładnie zapozowały.

Na początek idzie spódniczka którą ulubiłam bardzo bardzo, z H&M. Jak widać na poprzednich zdjęciach, już w Hiszpanii w niej kicałam, jako że było koszmarnie ciepło, a ja zapomniałam sobie wziąc jakieś szorty czy spódniczki. Najbardziej podoba mi się połączenie jej z białą lub czarną bokserką i np legginsami jak jest zimniej. Fajna sprawa to to, że u nas w Rzeszowie i w ogóle w bardzo niewielu H&M w Polsce jest ta kolekcja. Wiem, że w Galerii Krakowskiej czasami się ona pojawia. Właściwie to kiedyś kupiłam sobie tam taką spódniczke w kokardki, właśnie z tej samej serii. I właśnie to jest tu cudne, mam przynajmniej pewnosć że 3/4 Rzeszowa nie będzie w niej chodzić. Nie wiem jak Wy, ale ja tego nie znosze.

Tak wiem, abitne zdjęcie w łazience w którymś z wielu hoteli.

Następnie wrzucam najcudowniejszą sukienkę jaką obecnie posiadam (klikając na zdjęcie automatycznie się powiększy). Motyw kwiatów + fason + kokardki z przodu, no istne cudo. Kupując ją byłam pewna, że przyjadę do Polski i będe mogła w nią od razu wskoczyć. Ale pogoda jest jaka jest, trudno – musi poczekać. Sukienka jest z Zary, o ile dobrze pamiętam były jeszcze dwie inne wersje. Z tyłu ma cudne wycięcie, które trochę wszystko komplikuje, bo musze znaleźć specjalny biustonosz do niej. Z drugiej strony mam sporo czasu zanim w nią wskoczę, więc akurat się za takowym rozejrzę.

Kurtka, a raczej pól-kurtka, również z tej rzadkiej kolekcji H&M. Jak zwykle kwiaty – czyli to co ostatnio mam w główce. Sama nie wiem, po prostu mnie na nie, potocznie mówiąc, wzięło, no a poza tym podobno do mnie pasują. Jak będe mieć jakieś zdjecia w kurteczce na sobie to w przyszłości wrzucę. Sięga tak hm, do połowy brzusia, więc jest akurat na taką szarą pogodę jaką mamy obecnie.

Niby nic specjalnego, ale tak się składa że to moje ulubione japonki, również z H&M. Są to raczej sezonówki, tzn nadają się tylko na dwa, góra trzy miesiące. Szybko się niszczą, ale z drugiej strony kosztują grosze. Pamiętam że rok temu kupiłam sobie identyczne, tylko miały zamiast paska ‚warkoczyka’, taki zwykły, brązowiutki.

Cudo zakupione w barcelońskiej Zarze. Spódniczka stylizowana trochę na lata 60siąte, czyli krateczka, wychodząca od dołu koronka i w dodatku delikatne kolory. Ta również posiada gumkowy pasek, i bardzo fajnie wygląda noszona w podobny sposób jak ta w kwiatki.

Bransoletka, którą prawdopodobnie dostaniecie w każdym H&M (nie wiem, nie miałam okazji jeszcze po powrocie w którymś być). Wiem że jest w dwóch wersjach kolorystycznych, druga bodajże fioletowo-morska. W każdym razie bardzo mi się podoba. Really cute.

Zegarek z Ale-Hop’a. Znowu motyw kwiatów, niby takie nic ale bardzo wesoły i taki hm, pozytywny. Nigdy nie nosiłam zegarków, zawsze do sprawdzania godziny służyła mi od lat komórka. Ten kupiłam tylko po to żeby ciągle nie szukać w torebce i zastanawiać się ile jeszcze czasu do zbiórki. Z czasem coraz bardziejgo polubiłam 😉

Na koniec bransoletka prosto ze straganiku w Walencji, typowo hiszpańska, żeby nie było że nic regionalnego sobie nie przywiozłam. Mam jeszcze dwie pary kolczyków ‚wiszących’, są cudowne, ale już teraz czuję, że ich raczej nie założe, jako że nie przepadam za tymi wiszakami.

To nie wszystkie moje łupy. Jest jeszcze kilka kolorowych bokserek, dwie bluzeczki z Mango, cudna, kwiatowa torba z Zary i naszyjniki i inne tego typu duperelki. Jednak nie mam siły teraz tego szukać i robić zdjęcia. W najbliższym czasie Wam je wrzucę. Teraz powiem jedno – kusili ci Hiszpanie ze wszystkich stron, ciężko mi było przywieźć te 10 E xDDD Ale obiecałam Mami, to dotrzymałam. Bo ja czasami dotrzymuję obietnic, co by nie było.

Miałam dzisiaj jechać z tatą po Rogera Majkela I i co ? I o 19 zamykają Zoo Centrum a taty nadal nie ma. Oj coś czuję, że dzisiaj to nie wypali. Tak to jest żyć z pracoholikiem, który mówi: ‚za 10 minut jestem‚, a jest za 2 godziny. No ale nic, wiem że szary chłopczyk czekaj na Asię i ta wiadomośc tu się najbardziej liczy.

Poza tym Roger wygrał pierwszy mecz na Rolandzie. Wygląda cudownie, gra cudownie i cudownie obroni tytuł. Wiecie, mam tu też pewne swoje intencje, jeżeli chodzi o ten turniej. Jako że szanowny okres dostałam już dwa razy w najmniej oczekiwanym momencie, czyli zaraz po wygraniu przez Roże US OPEN 08 i Australian 10, liczę że i tym razem stres zrobi swoje. Bo ja powoli naprawdę zaczynam świrować, może faktycznie dopadła mnie jakaś ciąża pozamaciczna? ;-O

Czeka mnie namiętny uczing w środe na 3 kartkówki na czwartek. Nie ma dużo nadrabiania, myślałam ze będę miała gorsze zaległosci, a tu nic. Tak to jest jak sie chodzi do ‚wybitnej’ szkoły. Całuję Was gorąco, Wasza uśmiechnięta Aś ;*

Informacje o withi

If you wanna make the world a better place . . . take a look at yourself and then make a change . /
Ten wpis został opublikowany w kategorii World hovers around her .. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „asia w hiszpanii – relacja druga; zakupy

  1. linn pisze:

    kocham twoje nowe spódniczki i kwiatuszkową sukienkę. istne cuda!
    z chęcią zobaczyłabym jeszczę ową zarową torebkę, więc czekam z niecierpliwością jak ją tu wrzucisz !

    widzisz, hiszpania jest niesamowita.
    a takie wycieczki w ciągu roku szkolnego, genialne. loff:**

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s