pierwsze 15km ciągłego biegu – początki, kiedy biegam

***

Hej. Stało się. Mam moje wymarzone 15km, na które sobie powoli, każdym jednym wyjściem, pracowałam. Duma rozpiera mnie od wczoraj, już trochę ochłonęłam, więc w skrócie powiem Wam jak powoli, krok za krokiem, doszłam do tego mojego, osobistego mini sukcesu.

Zrzut ekranu 2016-02-05 o 16.19.30


  • wpis o bieganiu jesienią/zimą – obuwie, odzież, akcesoria – KKKLIK

 

Pewnego dnia, siedząc na seminariach z ginekologii, postanowiłam spontanicznie zapisać się na praski półmaraton, który miał odbyć się w sierpniu 2015. Wróciłam do mieszkania i odbyłam swoje pierwsze ponad 3 kilometry. Ile to się słyszy, że ktoś kto zaczyna i wychodzi pierwszy raz biegać, nie może przebiec minuty, ledwo idzie a tętno skacze do sufitu? Myślałam że i u mnie tak będzie, było lepiej, jako że z przysłowiowej kanapy nie wstałam, a chodziłam wcześniej dużo na basen i generalnie mam siebie za osobę dość aktywną i sprawną fizycznie. Niemniej, jak wróciłam, walnęłam się na podłogę, myślałam że wypluję płuca. Kot chodził po mnie, wąchał i sprawdzał czy żyję, a ja klnęłam pod nosem. Trzy dni później znowu wyszłam biegać, potem po dwóch dniach znowu, po dziesięciu dniach od pierwszego wyjścia przebiegłam moje 5km – już totalnie bez zatrzymywania się. I tak wsiąknęłam na dobre.

Muszę dodać – zawsze kochałam tenis ziemny, rower, rolki i basen (jak widać dominacja sportów indywidualnych). Na pewno nieraz wspominałam o moim totalnym niezrozumieniu dla biegania i porannych ludzie-zombie, których codziennie rano, jak w dzikim pędzie leciałam na zajęcia, mijałam na warszawskich ulicach. Myślałam sobie: jezu kochany, życia nie cenią … Uśmiecham się teraz pod nosem, patrzę na mijane przeze mnie osoby z uśmiechem, z tą różnicą że teraz jestem po drugiej stronie, i myślę sobie: tak, jestem człowiekiem-zombie, nie cenię życia i biegam rano, no i extra :D

Obecnie bieganie sprawia mi naprawdę dużo radości i dodaje energii. Początki były najcięższe, pierwsze wyjście było bardzo przełomowe. Każdy kolejny trening motywował i dawał kopa do kolejnych przebieżek.

* Początki: pierwsze 5km osiągnęłam już po kilku treningach. Pamiętam ten bieg, padało, wiało, koszmarnie bolał mnie brzuch. Dobiegłam przemoczona do suchej nitki i chyba wtedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie to, jak ten sport przełamuje nasze wewnętrzne obawy, jaki zastrzyk wiary w siebie aplikuje niemalże dożylnie. Pierwsze 10km ciągłego biegu osiągnęłam w połowie maja 2015, czyli jakieś niecałe dwa miesiące od pierwszego biegania. Ah, jaka ja wtedy byłam dumna! Pokonałam 10km z czasem 1:02 także … naprawdę, byłam cała w skowronkach jak powoli dobijałam do mojego mieszkania. Wtedy znowu czułam się podobnie – samozadowolenie w kosmos, wiara w siebie, satysfakcja. Tak jak pisałam – każdy jeden trening uświadamiał mi i wciąż uświadamia jak rośnie moja siła i kondycja, jak powoli zwiększam średnie tempo, jak nogi niosą mnie coraz szybciej i dalej. Oczywiście – nie każdy trening przynosił mi czystą przyjemność i rozkosz, bywało i tak, że zwijałam się z bólu brzucha gdzieś na ławce w parku Szczęśliwickim. Niesamowite, jak miłe są inne osoby które biegają i jak od razu do Ciebie lecą z pomocą – z jednym panem który mi w tamtej pamiętnej sytuacji pomógł, przez długi czas w trakcie mieszkania w Warszawie trzymałam kontakt i przybijaliśmy sobie piątką jak mijaliśmy się w parku.

* Pierwszy kryzys? I mnie dopadł … nie mogłoby być inaczej, w końcu jestem tylko człowiekiem. W dużej mierze przyczyniły się do tego upały, temperatury +35° jakie owładnęły Polskę w lecie 2015 zdecydowanie wykluczyły mnie z tego sportu. Próbowałam, kombinowałam z porami dnia, szukałam najchłodniejszych godzin w trakcie lata. Zataczałam się na chodniku, stawałam, z podkulonym ogonem wracałam do domu, kiedy unoszący się w powietrzu upał dyskwalifikował mnie i nie pozwalał dalej biec. Raz zemdlałam. Aż w końcu powiedziałam sobie: trudno, nie jestem Kenijką, nie potrafię biegać w takich upałach, daję sobie spokój bo inaczej znienawidzę ten sport. I tak dałam sobie dwa miesiące luzu, tak, alby po tym czasie wrócić ze zdwojoną energią do biegania :)

* Kiedy biegam? Początkowo biegałam rano, dopóki nie odkryłam wieczornego (okolice 19-20) biegania, zwłaszcza w lecie, kiedy upały w trakcie dnia sięgały nawet 35stopni. O dużo wydajniej i więcej biegałam latem pod wieczór, także jak tylko mogłam to korzystałam z tej pory dnia. Pomimo że jestem skowronkiem i wstaję +/- 6:00 – nie wyobrażam sobie iść biegać na czczo. Zawsze robiłam tak, że po prostu jadłam śniadanie, czekałam dwie godziny i szłam na trening. Teraz tak jak mówię – wolę godziny popołudniowe. Każdy musi sam wybrać dogodną dla siebie porę dnia, dopasować trening w swój harmonogram dnia. Trzeba pobiegać o różnych porach dnia i znaleźć tą odpowiednią dla siebie. W trakcie zimniejszych jesiennych dni preferuję godzinę +/- 15, kiedy jest już po zachodzie słońca, a nie jest jeszcze totalnie ciemno. Obecnie zimą biegam kiedy mam czas, ale z tego co zauważyłam najlepiej, najdłuższej, najszybciej biega mi się w okolicach +/- 18-20.

* Jakieś kontuzje? Początkowo bolała mnie zewnętrzna strona lewego kolana. Naczytałam się, jak to ja, sama sobie postawiłam diagnozę i myślałam że to koniec. Na chwilę obecną kolano w ogóle o sobie nie przypomina, wydaje mi się, że po prostu nie rozgrzewałam się prawidłowo.

Inna sprawa – w lecie zrobiły mi się prawdziwe paznokcie biegacza, czyli trzy paznokcie miałam czarne. Wiem, brzmi strasznie, choć lakier do paznokci uratował mnie cały sandałkowy sezon. O co chodzi? Możecie poczytać tutaj: kkklik Na szczęście ten problem jest już za mną – dopiero niedawno odrosły mi nowe paznokcie. Pamiętajcie – dobry dobór obuwia + obcinamy paznokcie regularnie! U mnie zawiniła właśnie ta druga sprawa …


W bieganiu pięknie jest to, że ogranicza Cię tylko i wyłącznie Twoja głowa i wyobraźnia. Pogoda nie ma znaczenia, godzina nie ma znaczenia, nie musisz się do niczego i nikogo dostosowywać. To od Ciebie zależy gdzie pobiegniesz, w którą stronę pokierujesz swoje ciało. To tylko i wyłącznie Twój czas.

IMG_7644

Każdy biega na swój sposób, każdy sam wyznacza sobie cele, motywuje się indywidualnie, robi postępy zgodnie ze swoim organizmem. Każdy podchodzi do sportu inaczej. Motywacje mogą być u każdego inne:

  • stopniowe postępy,
  • start w imprezie,
  • poprawa zdrowia i kondycji,
  • powrót do figury sprzed kilku lat,
  • poprawa samopoczucia
  • nowe, ładne ubrania,
  • rozładowanie stresu,
  • godzina przebywania z samym sobą,
  • przeanalizowania całego dnia, kłótni z kimś bliskim

Nie będę ściemniać – mnie zmotywowała chęć pokazania sobie, że jak coś chcę osiągnąć, to zrobię wszystko, żeby udowodnić sobie że potrafię. Podchodzę do tego sportu z głową, bo sport wymaga szacunku. Jeżeli będziemy robić coś źle, nie po kolei – możemy skończyć przygodę z kontuzją na kontuzji. Samo pierwsze wyjście wygląda u wszystkich pewnie podobnie – ubieramy jakieś sportowe buty czy trampki (u mnie to były buty tenisowe …), ubieramy jakiś znoszony dres, idziemy biegać, wracamy i umieramy, kładziemy się gdzieś na podłodze i próbujemy złapać oddech. Bez rozgrzewki, bez rozciągania. Dajmy sobie czas, nie narzucajmy sobie zbyt wiele informacji na początek. Z każdym jednym wyjściem na trening uczmy się czegoś nowego. Nie chodzi o to, żeby wyjść na pierwsze bieganie w profesjonalnym stroju, w butach za 1000zł, z nadmiarem wiedzy w głowie. Nie wolno siebie i swojego ciała obciążać i do niczego zmuszać. Dajmy szansę bieganiu, dajmy sobie szansę, a z czasem ten sport może stać się dużą częścią naszego życia. Jeżeli nie, trudno. Nie obwiniajmy siebie, nie krytykujmy – szukajmy dalej. Jest tyle dyscyplin sportowych, że jestem PEWNA że każdy w tym szerokim wachlarzu różnorodności znajdzie coś dla siebie. Grunt to nie osiadać na laurach a szukać … bo kto ma to za nas zrobić, jak nie my sami?


I teraz ostatnia, mniej ważna, lecz dla niektórych istotna kwestia – po powrocie do biegania w listopadzie 2015 biegając pozbyłam się 6 kg, pomimo że diety nie zmieniłam, a wręcz przeciwnie – jem więcej, no i nie ukrywam – nie był to u mnie żaden cel priorytetowy, jako że zawsze siebie lubiłam i lubię moją figurę. Ale cóż, uciekło kilka kilogramów i jak ma to kogoś dodatkowo zmotywować, to proszę bardzo. Powiem tylko że zmiana odżywiania jest niemalże rzeczą automatyczną, jeżeli zaczynamy wprowadzać do naszego grafiku regularne treningi. Jak ktoś się fatalnie odżywia to nie ma szans – nie będzie biegał, bieganie będzie go męczyć. W trakcie tego sportu bardzo pobudzamy organizm, każdy jeden ruch sprawia, że wszystko nam w środku podskakuje, w tym oczywiście żołądek, który trawi jakiś ciężki posiłek. Robi nam się niedobrze, stajemy, nie możemy biec dalej. Kolka, odruch wymiotny – wszystko to mam za sobą. Pomimo, że od zawsze zdrowo się odżywiam, moja dieta jest lekkostrawna, nie obfituje w żadne tłuste i mączne pokarmy – też musiałam nauczyć się co jeść przed treningiem, jakie robić przerwy pomiędzy posiłkiem a bieganiem. Musiałam nabyć umiejętności wsłuchiwania się w swój organizm. Kilka razy zbyt szybko po śniadaniu poszłam biegać i wiem, że nie czułam się wtedy dobrze, a trening uważałam za nieudany. Teraz biegam 2/3 godziny po posiłku. Jeżeli będziecie chcieli wpis o tym, co jeść przed, w trakcie i po treningach to dajcie znać, coś stworzę.

Także … od siebie powiem tyle: wyjdźcie na zewnątrz, przebiegnijcie się, nie rezygnujcie zbyt szybko, zwłaszcza jak po pierwszych kilometrach stwierdzicie że nie dajecie rady, że jest ciężko, że umieracie. Spróbujcie na początku marszobiegi, jak nie dajecie rady przebiec 3-4 km bez zatrzymywania się. Dajcie szansę sobie i bieganiu, może a nuż zakochacie się i przepadniecie w tym sporcie tak jak ja ;)

Na dzień dzisiejszy 5.02.2015 moje osobiste statystyki wyglądają tak:

  • ilość treningów: 74
  • czas trwania: 2d:04g:59m
  • dystans: 517 km
  • spalone kalorie: 28 921 kcal

Rekordy życiowe:

Zrzut ekranu 2016-02-05 o 16.17.49

Jak tylko macie jakieś pytania to BARDZO chętnie na wszystkie odpowiem.

Powodzenia! Widzimy się na mecie?

 


withi

Opublikowano World hovers around her . | 7 komentarzy

Oh, misty eye of the mountain below /.

***

Hej ;) Każdy student zrozumie to co teraz napiszę, a i Wy jak ze mną jesteście, sporo sesji mamy już za sobą – tym bardziej. No właśnie, powinnam się uczyć, a znajduję sobie coraz to nowe wymówki. Moje spostrzeżenie z ostatnich dni – im jestem starsza, tym mniej zapału, zaangażowania, chęci i chyba mój mózg przestał dostatecznie przyswajać? No i wiadoma sprawa – idą Oscary, a sesja zimowa to idealny czas na liczne wizyty w kinie i nadrabianie filmowych zaległości w domowym zaciszu. Czasu nie brakuje. Mamy w naszym mieszkanku kilka nowości, poza kwiatkami pojawił się u nas ekran, choć żadnego pakietu nie mamy wykupionego i bynajmniej nie chcemy. Wszystko co oglądamy to filmy/seriale/muzyka, włączamy na laptopie, sterujemy smartfonami, dzięki przystawce GoogleChromecast, dzięki której strumieniujemy multimedia. Wygodna sprawa i jak zwykle w przypadku technologicznych zagwozdek, ja na to nie wpadłam :)

20160201_084746 20160201_084644

  • kilka filmów mam do polecenia, dużo ostatnio oglądamy, trochę kina wpadło:
  1. Zło – skandynawskie kino siada na psychikę, to wiedzą chyba wszyscy. Kolejna mocna pozycja, zaślepienie dyrekcji, brutalna rzeczywistość szkoły z internatem dla chłopców. Zero jasnych reguł, zero zasad. Masz inne zdanie? Nie możesz mieć innego zdania. Cały film bałam się o głównego bohatera, przeklinałam go w myślach, że robi to co robi. Prawda jest taka, że jedyny przeciwstawił się tej chorej hierarchii. Ten film to na serio Z-Ł-O. 9/10
  2. Pokój – historia sama w sobie przerażająca, ale chyba nic poza tym? Film uświadamia nieuświadomionym że taki problem istnieje. Podobały mi się przemyślenia małego chłopca, to, jak dziecko ma plastyczny mózg, jak wielka jest jego wyobraźnia – to jest tu niesamowite. Druga połowa filmu bardzo przewidywalna. 7/10
  3. Dziewczyna z portretu – Co mogę powiedzieć? Szokujący, szokujący i …. szokujący? REWELACYJNA rola Eddie’go Redmayne’a (myślałam że po Teorii Wszystkiego już aż tak nie zaskoczy, a tu proszę) . Zjawy jeszcze nie widziałam, ale jak dla mnie wręcz oscarowa. Bardzo realistyczna. Film momentami, nie wiem czy dobrze zrobię jak napiszę, ale obrzydliwy. Zniewieściały do granic możliwości. Orientacja seksualna leczona za pomocą elektrowstrząsów. Minuta po minucie zaczynamy doceniać czasy w jakich żyjemy. Piękne kostiumy. Rola żony głównego bohatera (czy też bohaterki) również bardzo dobra. Poświęcenie dla swojej duszy, dla, tak po prostu, poczucia się dobrze z samym sobą. Na sali kinowej siedział jeden mężczyzna, po seansie miał dziwny wyraz twarzy – w związku z tym nie polecam brać swoich facetów, a iść z koleżankami/mamą/teściową. 9/10
  4. Brooklyn – bez szału, mdła historia jakich wiele, kostiumy mogą ciut film obronić, ale skąd te trzy nominacje to nie wiem … 5/10
  • screeny z treningów. W styczniu przekicałam 115km, z czego jestem bardzo dumna, zwłaszcza, że słonecznie i sucho zawsze nie było, ba, czy było w ogóle poza ostatnim tygodniem tego miesiąca? W tym lub w kolejnym tygodniu dobijam do 15km ciągłego biegu i zaraz po tym wydarzeniu zabieram się za taki ogólny wpis o moim bieganiu, czyli co i jak, kiedy biegam, co jem, kiedy zaczęłam itd itd ; )))

20160120_162852 IMG_7644a Screenshot_2016-01-24-19-37-57 Screenshot_2016-01-31-19-05-39

  • czy można oduczyć się tęsknoty za domem rodzinnym?
  • operujemy drugą nóżkę kocurka, dokładnie 11 lutego. Trzymajcie kciuki :)

20160127_140231

relax przed wizytą u weterynarza : D

20160127_150548 20160130_130224

  • i reszta zdjęć:

seans w domu, popcorn na swoim miejscu, na ekranie ‚Zło’

20160123_182750winny piątek :D

20160129_214247

20160129_214303

bardzo dobry nawilżacz 

20160201_090054 20160201_090223

bardzo fajna & wydajna maseczka z Douglasa

20151123_090437

mój mały burdelik : D

20160128_134942

pyszne są te batoniki, zwłaszcza smak waniliowy <3

20160129_095349

sesja zdjęciowa : D

20160129_221511

to ziemniaki, nie pszczoły :D

20160123_142153

 


W słuchawkach:

 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 1 komentarz

przed przybyciem kota – wyprawka; co kupić, co jest zbędne?

***

Hej. W komentarzach pod powitalnym wpisem mojego kocurka sprzed hm … prawie dwóch lat -.- (kkkklik) padł pomysł, żebym dodała wpis, w którym napiszę Wam o niezbędnych rzeczach, które należałoby nabyć, przed przybyciem kota do Waszego domu. O wpisie przypomniały mi ostatnio dwie koleżanki, które tak jak ja kiedyś, szykują się na przybycie kotka do ich domów. Uznałam tę propozycję za fantastyczny pomysł, nie ukrywam, że kilka razy przechodziło mi to przez głowę, ale myślałam że to głupie i zbędne, bo w końcu każdy coś tam poczyta w internecie, czegoś się dowie od znajomych posiadających koty, itd. Powiem Wam, i ja miałam podobne problemy, sama zażarcie szukałam tego typu informacji, wchłaniałam kocią wiedzę jak gąbka wchłania wodę i dodam ten wpis – a nuż przyda się on komuś z Was.

Akcesoria i kocie przedmioty podzieliłam na dwie katogerie: niezbędne i zbędne, ale dobrze mieć. Wiadomo – każdy z czasem zobaczy co mu się bardziej czy mniej przyda, każdego kot jest inny i bawi się choćby innymi rzeczami. Moja lista jest wykonana na podstawie tylko i wyłącznie MOICH przemyśleń i potrzeb mojego kota, także nie musicie się do końca sugerować. A i z czasem jak poznajemy naszego malucha, wszystko powoli się zmienia. Mój kot jest typowym, leniwym Brytyjczykiem, który stroni od zabaw i nadmiernej aktywności fizycznej. Czasami mam wrażenie, że jemu wystarczy jedzenie, kuweta i legowisko. No i człowiek. Czasami. Żeby nasypał żarcia do miseczki :D

Niestety, przygotujcie się – to my jesteśmy niewolnikami kotów :D

+ większość zakupów ciężkich, typu: kilogramy suchej karmy, żwirku, ale nie tylko – od początku robię w internetowym sklepie Zooplus. Od 100zł wysyłka jest gratis. Są tam naprawdę korzystne ceny, nigdy się na nich nie zawiodłam. Praktycznie całą wyprawkę, poza drapakiem, zrobiłam u nich. Teraz składam zamówienie tak raz na 2-3 miesiące.


 

Niezbędne:

1. Drapak

Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy jak myślę o przedmiotach niezbędnych. Straszono mnie, że kot i tak będzie miał piękny drapak gdzieś głęboko, a najciekawsze będą meble i kable. Powiem tak – mój kocurek z drapakiem był zaznajomiony od początku, jak tylko się urodził, więc dokładnie wie do czego służy, a codzienne, poranne ostrzenie pazurków, to przyjemność tak niebotycznie przyjemna … i średnio cicha :D, że stwierdzam, że drapak to jedna z lepszych inwestycji, oczywiście po kocie. Przed wybraniem kocurka byłam w trzech hodowlach i we wszystkich tych miejscach każdy hodowca od razu mówił: RUFI (kkklik). No i zdecydowałam się na drapak od Rufiego, bo są to ponoć drapaki, które nieraz ‚przeżywają’ koty. Ok, kosztują więcej, ale to jak profesjonalnie są wykonane, jak ładnie się prezentują … Mój jest jednym z tańszych z oferty, bo jest nieduży (ma te 100cm) i podstawowy, ale ja po prostu nie miałabym warunków na większy, to raz, a dwa – dla jednego kota taki drapak wystarczy, grunt żeby miał to 100cm – co pozwoli kotkowi (jak już urośnie) wyciągnąć się na nim w całej okazałości. Jeżeli kogoś interesuje mój drapak – kkkklik. Polecam naprawdę zainwestować, bo widziałam drapaki od trixie po miesiącu i widziałam drapaki od Rufiego po pięciu latach. Jest kolosalna różnica. Suma sumarum – obojętnie jaki kupicie, to na pewno meble będą nianruszone (albo mniej zniszczone), a kot zadowolony (tu też wszystko zależy od temperamentu kota). Po prawie dwóćh latach użytkowania drapaka przez Leona – rekomenduję tym bardziej, drapak wciąż prezentuje się dobrze, wygląda jakbym kupiła go kilka dni temu. Czasami w sklepach zoologicznych widzę drapaki od Trixie – to, z jak fatalnych materiałów są wykonane, sprawia że naprawdę z całego serca polecam przyjrzeć się Rufiemu.

20151113_153403

2. Kuweta, łopatka, żwirek

Moja kuweta jest kryta, stwierdziłam że i dla kota będzie to korzystniejszy wybór (+100 do intymności), no i na pewno wpłynie na rozprzestrzenianie się zapachów po mieszkaniu. Dokładnie posiadam tę kuwetę (Marchioro BILL 2):

1

Trzeba pamiętać o zakupieniu łopatki do żwirku:

2

Jeżeli chodzi o żwirek … temat rzeka. Ja zaczęłam od Cat’s BEST, wieeeelkie opakowanie 40L wystarczyło Leonowi na jakieś 5 miesięcy, więc żwirek na pewno jest wydajny, ale … zapach zmielonego drewna był momentami nie do przejścia. Metodą prób i błędów dotarłam do faworyta, obecnie od ponad roku kupuję na Zooplusie olbrzymie opakowania (14kg) żwirku Golden White:

356904_PLA_Golden_White_5

3. Jedzenie: karma sucha, mokra ; puszka na suchą karmę

Kwestia indywidualna. Każdy kot lubi co innego, ja mogę napisać tylko tyle, że im Wasz jest mniej wybredny tym większe Wasze szczęście. Mój królewicz je tylko wybrane produkty, uwierzcie – schroniska były mi bardzo wdzięczne, jak pojawiałam się u ich progu z siatkami jedzenia, na które mój kot nawet nie popatrzył, ba – gardził nim. I mówię tu o naprawdę pełnowartościowej, mokrej karmie. Dlatego skończyło się na tym, że suchą karmę je niemalże każdą (kupuję Purizon, Taste of the wild, Royal dla Brytyjczyków i Smille) a mokrą tylko i wyłącznie Gourmeta (żadne musy, tylko kawałeczki w sosie …) – uwielbia i codziennie od rana zaczyna się rytuał sępienia.

Z naturalnych produktów daję mu żółtko jajka (rzadko) i tuńczyka. Na żadne mięso nie patrzy, łososiem gardzi. Mam wrażenie, że gdyby mógł decydować, zajadałby się całe życie Gourmetem.

IMG_20141001_095324

Polecam też zaopatrzyć się w puszkę na suchą karmę – jest to dużo bardziej wygodna sprawa niż codzienne otwieranie wielkiego worka z jedzeniem i wsypywanie do miseczki. Pamiętam że ja kupiłam zestaw dla kociąt z Royala i w tym właśnie zestawie była taka puszka + miarka. Często w sklepach zoologicznych są jakieś zestawy (tzw. pakiety startowe), w których taka puszka jest gratis. Rozejrzycie się, to naprawdę ułatwia. Dla kotów ważne jest to, żeby sucha karma nie wyschła i nie straciła zapachu.

1020160123_093752

4. Miseczki

Jedna na wodę, jedna na suchą karmę, jedna na mokrą. U nas wygląda to tak:

20160124_083523 20160124_083537

5. Transporter

Ważna rzecz, zwłaszcza jak podróżujecie, czy to z miejsca A do miejsca B, czy po prostu do weterynarza na kontrole. Ja mam transporter Marchioro Clipper, rozmiar mniejszy (występuje w dwóch). Teraz, jak mój kot urósł, można powiedzieć że mieści się w nim ledwo co, ale mieści – Leon uwielbia swój transporter, nikt nie wie dlaczego, ale jak tylko wyciągam go i stawiam na widoku, od razu do niego wchodzi i może w nim przespać kilka godzin. Naprawdę, uwielbia podróżować i uwielbia transporter :D

6 20160104_083834

6. Furminator

Jeżeli macie koty, które zrzucają sporo sierści, naprawdę polecam zainwestować w Furminator i koniecznie uważać, żeby za bardzo nie wyczesać kotka! Furminator uratował nam życie (oczywiście robot odkurzacz również :D). Z Leona sypie się cały rok, taki urok Brytyjczyków. Mój furminator mam w rozmiarze dla dużych kotów krótkowłosych. Kupujcie z pewnych źródeł, na rynku jest sporo podróbek. Ja mam standardowo z Zooplusa (klik):

72015-02-24 21.36.24

 

7. Legowisko

Legowisko Leona pochodzi, podobnie jak drapak, z firmy Rufi (kkkklik). Jest to dość nowa i świeża sprawa, jako że legowisko jest z nami od kilku miesięcy, ale już podbiło serce Leona i mały ma swój kącik w tym naszym mieszkaniu. Bardzo je lubi ;)

20151206_091106 20151206_141759


 

Obejdzie się, ale dobrze mieć

1. Zabawki

Na początku był szał, myszki takie, kolorowe, z kocimiętką, ble ble ble. Świecące się piłeczki, wędki, uciekające myszy, robaki na baterie. Największą frajdę sprawiało szeleszczące opakowanie, najmniejszą owe zabawki. Leon bardzo lubi jeden typ myszek, niestety nie mogę ich znaleźć w ofercie w sklepie, ale wrzucę zdjęcie tych co mam. Dlaczego? Bo są skórzane, więc jak mniemam przypominają choć trochę prawdziwe. Jak był młodszy to aportował te myszki. Lubi też takie śmieszne, gumowe piłki. Jak mu się nudzi to potrafi je wyjąć z drapaka, przyjść do mnie i rzucić mi pod nogi i czekać, aż zacznę się z nim bawić. Ale to są wyjątki. Wędki też są super – chyba wszystkie kotki je lubią. Można pomyśleć o laserze – Leon początkowo dawał się nabrać, teraz jest już mądrym kotem i nie idzie na to tak łatwo :)

2. Obroża, smyczka, szelki

Jeżeli Wasz kot jest typowym domowcem, czyli nie wychodzi z domu, a planujecie wyprowadzać go na spacery, to polecam. Początkowo miałam szelki dla kociąt, później kupiłam szelki XXL Trixie. Lubię wychodzić z Leonem, zawsze to dla niego jakaś frajda. Co do obroży – jak kot był mały to miał taką z dzwoneczkiem, po to, aby wszystkie moje współlokatorki mogły go usłyszeć – bardzo lubił niespodziewanie pojawiać się przy nodze. Teraz Leon śmiga bez obroży, po prostu jest mu raczej tak wygodniej. Wszystkie te akcesoria można, ale nie trzeba kupić.

41960!!

3. Podkładka pod miseczki

Dość przydatna, jak kotki jedzą łapczywie. Początkowo miałam, obecnie nie widzę sensu. Leon zajada kulturalnie :D

1

4. Cążki do obcinania pazurków

Kupiłam specjalne dla zwierząt, ale obecnie obcinam Leonowi pazury zwykłym obcinaczem dla dzieci (taki malutki rozmiar), także nie uważam że jest to konieczne.


I to chyba tyle, wydaje mi się że temat został wyczerpany. W razie pytań piszcie śmiało w komentarzach, na wszystkie odpowiem. Jeżeli zapomniałam o czymś ważnym również proszę o informację – wtedy szybko dodam do wpisu. Całuję, Asia ;)

withi

 

Opublikowano World hovers around her . | Dodaj komentarz

Ain’t Nobody (loves me better) /.

 

***

Przecież to nieładnie się bać. Głodne serce podszyte lękiem gryzie guziki od pudrowej bluzki. Tłucze się o klatkę żeber jak wystraszony kanarek. Nucę mu cicho, biorę w ramiona. Karmię okruszkami nadziei. Gdy idę przez miasto boję się, że przechodnie usłyszą jak mocno bije. Wśród litanii adresów szukałam z nim Ciebie. Dzwoniłam koło trzeciej. Deszcz stukał niecierpliwie kroplami o dachy. Ja liczyłam krople. Łzy pomieszały mi rachunek.

Wolałabym błądzić tylko po mapie Twoich papilarnych linii, ale lubię wpadać pod samochody i muszę kupować pomidory na śniadanie, a w drodze częstować przechodniów uśmiechem. To moje małe obowiązki. Nie umiem się nie uśmiechać nawet teraz, gdy tyle we mnie drżeń. Staram się mieć odważne spojrzenie, wiem, że wzroku nie da się oszukać. Postaram się nie śpiewać kruczoczarnych myśli w niebo, a jak się zapomnę ucisz mnie ustami. Nadal mam w sobie moją dziecięcą wyobraźnię i wzruszenie, kocham drobiazgi i maluję rzęsy, żeby nie mieć wrażenia, że wyglądam jak dziecko.

Trzeba głęboko oddychać, prawda? I uważać żeby się nie utopić w sobie samej.  To ostatni miesiąc tańca nerwowych palców na blacie stołu. Potem z blatu zrobi się tratwę  i stąd odpłynie. Deszcz będzie ciepły i przeczesze grzebieniem skłębione fale. A gdy wyjdzie słońce będzie można ubrać sukienkę w kwiaty i pobawić się w siebie od nowa.


 

  • trafiłam, całkowicie przypadkiem, na sukienkę, w której się totalnie zadurzyłam. Sprawa wyglądała tak – normalnie w życiu nie popatrzyłabym na taki fason wiszący na wieszaku, od razu stwierdzając, że może ona wyglądać tylko i wyłącznie dobrze na kimś wysokim. Idąc w Mohito do przymierzalni, natknęłam się na sprzedawczynię tego sklepu, która była mojego wzrost, miała ją na sobie i wyglądała przepięknie. Udało się, sukienki były jeszcze na sklepie, więc mam i ja. Jest buraczkowa, elegancka, ma śliczną falbankę tuż powyżej kolan. Wygląda się w niej bardzo korzystnie, świetna na obecną porę roku. Strzał w dychę, poszukajcie, może jeszcze są :P

201873620160121_174920

  • Leon ma się dobrze, to dla tych, co się o niego martwią :) W końcu poczuł wolność – kołnierz czeka w szafie na kolejne, pooperacyjne czasy ..

20160115_21365520160118_19063620160121_06581320160121_145421

  • a ze mną trochę gorzej, bo sesja za rogiem, sporo tego, bo jakieś 6 egzaminów i kilka zaliczeń? w dodatku piszę już pracę mgr … -.-

12063486_992137410828723_7120433731376535118_n

  • ale żeby się rozładować i wrócić do pionu, biegam sobie dzielnie i wizualizuję 3 kwietnia w głowie;

20160115_17590120160120_16220799Screenshot_2016-01-15-18-24-04thumb_IMG_6608_1024Screenshot_2016-01-22-11-35-59

  • w międzyczasie wpadło kino i Nienawista Ósemka (klik) Q.Tarantino. Co mogę powiedzieć? Skorzystajcie z toalety przed wejściem na salę, 3godziny z pełnym pęcherzem to średni pomysł, zwłaszcza z tego medycznego punktu widzenia. Co więcej? Przygotujcie się na dłuuuugie dialogi, szowinizm na 100%. Jeżeli cenicie sobie w Tarantino jego zamiłowanie do nadmiaru krwi, nadmiar ten zobaczycie jakoś od połowy film, ah, no i akcja rozkręca się jakoś po godzinie z kawałkiem. Tarantino to Tarantino, jego humor wyczuje nawet średni fanatyk kina. Żart godne mistrza, można powiedzieć, jak zwykle wszyscy chcą się nawzajem pozabijać. Mi się podobało, aczkolwiek późna pora seansu delikatnie zamykała powieki. Bękarty Wojny i Django póki co wyżej. Genialny S.L.Jackson <3
  • skończyłam pierwszy i jedyny póki co sezon Flesh&Bone (kkklik). Uwielbiam balet, jest dla mnie czymś tak nieskazitelnym i subtelnym, tak nieosiągalnym i tajemniczym. Zawsze lubiłam wszelką baletową tematykę, ale tylko z poziomu obserwatora. Stąd serial o tej tematyce musiał mnie pochłonąć i pochłonął, w rzeczy samej. Jest kilka drobnostek, które mi w nim przeszkadzały, nawiązanie do bajki, bezdomny Romeo pod koniec sezonu zaczął mnie totalnie irytować. Ale balet pokazany w piękny sposób, dużo seksu, prostytucji, narkotyków, ciężkich tematów. Jak to zwykle – szara, smutna dziewczynka z problemami przemienia się w dojrzałą kobietę. Znawcy tematu pewnie zauważą sporo niedociągnięć, ja niczego moim mało fachowym okiem nie zauważyłam. 8/10 i czekam na kolejny sezon

Flesh-and-Bone-Key-Art-Vertical

5


 

I reszta:

20160120_08574685520160121_172744

potreningowe kanapeczki : )

20160122_120351

PS: WordPress’ie, dlaczego nie mogę wrzucać muzyki z youtube? Co Wy porobiliście? :(

 

withi

 

Opublikowano World hovers around her . | 3 komentarzy

Alicjo … zaraz znajdziesz się po drugiej stronie lustra

***

Hej ; )

  • jesteśmy już z Leonem po jednej operacji, jak wszystko dobrze pójdzie to w połowie lutego czeka nas powtórka z rozrywki. Kociak ma się dobrze, najgorsza była pierwsza doba po operacji – Relanium może i pomaga, ale robi z kota marionetkę, a ja mam zbyt słabą psychikę żeby patrzeć na taką niemoc i bezsilność. Ale jakoś przetrwaliśmy, Leoś szybko zaczął przerzucać ciężar ciała na operowaną nogę, w ogóle bardzo szybko z tego wychodzi. Po jednym dniu zaczął zbyt mocno interesować się szwami na swoim lewym udzie, wydłubał kilka, rozkrwawił ranę i tak wylądował w kołnierzu, w którym wygląda jak bukiet kwiatów albo lampion <3

20160111_15194420160106_110826

  • biegam sobie biegam dzielnie i nawet WOŚP w Warszawie się trafił. Jako że cel szczytny, bo biegliśmy dla kobiet ciężarnych z cukrzycą (zakup nowych pomp insulinowych) mnie, położnej nie mogło tam zabraknąć. Do tego kilka dni w Warszawie, za gościnę i przyganięcie dziękuję Marli – obskoczyłyśmy moje wszystkie ulubione kulinarne punkty na mapie, dobrze jest tam od czasu do czasu wracać. Zapraszam raz jeszcze na mojego instagrama – kkklik – staram się tam wrzucać większość prt screen’ów z endomondo : )))

20160110_13194520160107_121307(0)

-13°C , najzimniej

20160105_100159(0)20160114_105548

  • pytałam Was na fb o to jajo do mycia pędzli brushegg. Powiem Wam że w końcu się na nie zdecydowałam i o ile moich brudasów obsmarowanych w revlonie nie domywa na 100%, tak z resztą radzi sobie perfekcyjnie. Bardzo ułatwia to żmudne zadanie, jakim jest mycie pędzlaków.

20151231_104102

  • wpadło ostatnio kino i ‚Moje córki krowy‚ – nie wiem czy macie podobne wrażenie, ale Polacy lubią ostatnio tematykę nowotworów, każdego rodzaju. Ktoś dowiaduje się że jest chory, postanawia odwrócić swoje życie o 180stopni, ble ble ble …. O ile wcześniejsze filmy, jak np ‚Żyć nie umierać’ z Kotem rozczarowało po całości, tak Moje córki krowy, poza tym że akacja to 70% szpital, tak całość, łącznie z potężną dawką humoru, tworzy film naprawdę godny polecenia. Kulesza i jej filmowy tatuś – bezbłędni. Najbardziej zapamiętany „tatarek i lufka”, „o, wasze przyjaciółki krowy” + dwukrotne nawiązanie do Wasilkowa ;) Polecam, pomimo smutnej tematyki, jaką jest choroba, całość bardzo przyjemna. Powspierajmy polskie kino, naprawdę idzie w dobrą stronę
  • biegowe samodopieszczanie : ))))

Screenshot_2016-01-11-16-57-1420160111_151711.jpg

  • to ja :D

12507617_1021604914547240_9143028143309616409_n

  • a to Staś:

535340_910865085656683_6722943301513558758_n

 

I garstka zdjęć:

20160108_15391220160110_222212

Krowarzywa <3

20160109_191041

Vege Miasto <3

20160110_145840

powoli zaczynam rozumieć fenomen produktów od Babuszki :D ja póki co testuję maseczki do twarzy i są bardzo, bardzo fajne

20160115_11141020160115_11153920160103_13010420160103_130127


 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 4 komentarzy

nowa zapachowa perełka – Black Opium YSL

***

YSL Black Opium

Hej. Kto dłużej mnie zna, czy to osobiście, czy bardziej wirtualnie, wie, że do zapachów podchodzę jak pies do jeża – jestem bardzo rygorystyczna w wyborze, każdy jeden zapach jest przemyślany, wywąchany, sprawdzony na sobie – a jak już wiem, że ten dany będzie do mnie pasował – zawsze celebruję moment zakupu, wybieram się do perfumerii i bez żalu wydaję te strasznie przesadzone (zwłaszcza w Polsce) pieniądze.

Podobnie było z moim najnowszym zapachem. Kilka miesięcy temu, będąc stacjonarnie w drogerii, zapytałam panią tam pracującą, czy poleci mi jakiś zapach. Dodałam ze jestem posiadaczką już kolejnej buteleczki La vie est belle i tego typu zapachy są w kręgu moich zainteresowań. Usłyszałam: a zna pani nowy zapach Opium? Black Opium? Skrzywiłam się i już chciałam odpowiedzieć jednoznaczne: tylko nieeeee opiuuuuuum … ale pani mnie wyprzedziła i już aplikowała zapach na pasek. Zapachy Opium są bardzo specyficzne. Wręcz … B-A-R-D-Z-O specyficzne. Kojarzą mi się z tymi kioskowymi zapachami, którymi oblewają się starsze panie. Byłam pewna, że i w tym przypadku będzie podobnie – skrzywię nos i stwierdzę jednoznacznie, że ta pani zdecydowanie pracuje w złym miejscu.

W tym samym momencie kiedy powąchałam pasek już wiedziałam, że to jest ten zapach. A słowa, które gdzieś tam w tle usłyszałam: zapach rozwija się w delikatny kawowy aromat … kupiły mnie na 100%. Później poprosiłam o próbkę, bo jest to dość specyficzny, słodki, a zarazem ciężki zapach, i wiedziałam że o ile to miłość od pierwszego powąchania, tak często takie zapachy rozwijają się w drugą stronę – powodując ból głowy i złe samopoczucie. W tym przypadku na szczęście tak się nie stało i podsumowując tą historię: od kilkunastu dni wdzięcznie pachnę Black Opium i póki co wiem, że znalazłam idealne, na pewno chwilowe, zastępstwo dla La vie est belle.

Co mogę powiedzieć o zapachu? Najlepiej to po prostu powąchajcie przy kolejnej wizycie w perfumerii. Jest to zapach na pewno z kategorii: słodkie, kobiece, seksowne. Jak ktoś, podobnie jak ja, wielbi całą serię La vie est belle, myślę że i ten zapach pokocha. Dla wielu ten zapach będzie nadawał się tylko na wieczór, będą mieli wrażenie, że w trakcie dnia może być przytłaczający. Ja cenię minimalistyczne podejście również w kwestii aplikacji zapachów, nawet nie tylko patrząc na siebie, ale mając na względzie samopoczucie otaczających mnie ludzi – aplikuję góra trzy psiknięcia i wiem, że w takiej ilości Black Opium nadaje się również na dzień.

W opisie zapachu czytamy: nutami dominującymi jest kawa, któremu towarzyszy różowy pieprz, kwiaty pomarańczy, jaśmin, wanilia, paczula i cedr. Butelkę udekorowano cekinami dla podkreślenia glam – rockowego stylu. Nuty zapachowe: kawa, różowy pieprz, kwiat pomarańczy, jaśmin, wanilia, paczula, cedr.

No i to opakowanie, czyli cała esencja zamknięta w czymś tak pięknym, bogatym i robiącym wrażenie. Podobnie jak reszta sióstr Opium – kształt bardzo zbliżony, ale buteleczka niemalże wysadzona cekinami, prezentuje się po prostu zjawiskowo.

Nie wiem co jest ze mną, że zapach jest dla mnie tak istotny. Nie wiem dlaczego codzienny dylemat pt: czym by się tu spryskać? jest już niemalże rutyną mojego życia. Ale tak to już za mną jest – przywiązuję do zapachu dużo uwagi, wiążę dany okres z danymi perfumami, lubię, po prostu lubię czuć na sobie coś trwałego, kobiecego, poprawiającego samopoczucie. it’s so feminine

Znacie Black Opium? Lubicie? Ściskam, Asia :)

20151223_114323 20151223_114343

Moje obecnie ulubione zapachy już w komplecie:

  • Lancome – La vie est belle (klik)
  • Inglot by Anja Rubik (klik)
  • Chanel – Coco Mademoiselle (klik)

Screenshot_2016-01-04-09-46-55

withi

Opublikowano World hovers around her . | 5 komentarzy

We’re starlight. Here, momentarily. 2015 —> 2016

***

Hej. Świeżo wskoczyliśmy w Nowy Rok, pełni zapału, z wypełnionymi, w postanowienia, kiszeniami. Znowu chcemy zrobić wszystko, żeby uczynić ten nowy i niczym nie skażony rok najlepszym, niezapomnianym, wspaniałym. To będzie kolejny rok pełen zmian, rok pod hasłem: rzucenie papierosów, zrzucenie nadwagi, ble ble ble.

Wiecie co, powiem Wam że chyba się starzeję, bo naprawdę wyrosłam z narzucania samej sobie takich zobowiązań, zadań, czasami przerastających nasze zwykłe, codzienne życie i po prostu ludzkie możliwości. To nie o to w tym wszystkim chodzi. Kiedyś może i wypisywałam te niekończące się listy, ba – nawet wrzucałam je tutaj na blogu. O ile starałam się podchodzić do tego racjonalnie, wypisywać tylko to, co niby rzeczywiście chciałam w danym roku osiągnąć, tak sama wiem, jaki suma summarum był tego ostateczny efekt. Od jakichś dwóch, trzech lat niczego sobie nie obiecuję, każdego niemalże dnia robię wszystko, żeby zapamiętać to moje życie jak najlepiej, wycisnąć z niego co się tylko da. I wiem, nie zawsze jest kolorowo, nie powiem Wam że codziennie jestem z siebie zadowolona. Ale pamiętajcie że jesteśmy tylko ludźmi, którzy z natury nie lubią być przez nikogo przyciskani i nakłaniani do jakichś zmian, a zwłaszcza przez samych siebie. Zmiany powinny wyjść z nas samych, natomiast 1 stycznia nie powinien nas do niczego zmuszać. To tylko jeden, zwykły dzień. Taki jak 5 stycznia, 23 maja, 16 lipca czy 28 listopada. Dzień jak każdy inny. Natomiast, jeżeli ktoś jest chodzącym dowodem noworocznych zmian, ten dzień jest dla niego ważny, ponieważ kiedyś tam zmotywował go do podjęcia konkretnych kroków, to nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się razem z tą osobą. Chciałbym tym moim krótkim przekazem dotrzeć do osób, które są po prostu zmęczone tym wywołanym przed media i inne osoby rygorem, że MUSIMY to, że TRZEBA, że POWINNO SIĘ. Nie, właśnie że nie. Musimy, trzeba i powinno się słuchać tylko i wyłącznie siebie, i zmieniać się pod wpływem swoich wewnętrznych pobudek, a nie żadnych innych.

Podsumowując krótko mój rok 2015, czyli to, co udało mi się osiągnąć, albo z czego jestem dumna:

  • po ciężkich studiach zostałam położną (klik)
  • zamieszkałam z osobą, którą kocham
  • zaczęłam biegać, pokochałam ten sport, powiedzmy że odnalazłam swoje małe hobby w gąszczu wszystkich innych
  • wygrałam walkę z trądzikiem (klik)
  • byłam 18 razy w kinie, obejrzałam 65 filmów
  • napisałam 48 notek na tym blogu
  • nie przebiegłam półmaratonu, ale zrobię to w tym roku :D

Wiadomo – wypada życzyć sobie wspaniałego nowego roku, samych pozytywnych zmian, samych dobrych decyzji. Natomiast według mnie wypada sobie tego życzyć każdego dnia. Bo każdy dzień może być przełomowy, może dać nam impuls, aby faktycznie zabrać się za siebie, obojętnie z której strony. Tyle ode mnie, ściskam, Asia :)

PS: Jestem już w Białymstoku, wróciłam tuż przed Sylwestrem stęskniona, wręcz wysuszona z tęsknoty za moimi Chłopakami. I wiem jedno – to były nasze ostatnie takie osobne Święta. Never ever! :)

PS1: Słuchajcie, zapraszam Was jeszcze na mojego instagrama kkkklik. Postanowiłam że będę tam wrzucać screen’y z endomondo po każdym bieganiu, a przynajmniej w miarę możliwości po każdym.


tuż przed końcem 2015 roku ; )

thumb_IMG_5527_1024thumb_IMG_5344_1024

Tradycji stało się zadość – 1 stycznia to od trzech lat zawsze wypad do kina. A Gwiezdne Wojny nie takie gwiezdne na jakie się szykowaliśmy ..

20160101_135529

W takim zimnie jeszcze nie biegałam… – 9° ❄❄❄, chwilami brak czucia w nogach ale tempo o dziwo jak nigdy, mały rekord na 5km i to cudowne uczucie tuż po powrocie. Dobrze zaczęłam nowy rok, mam małe zobowiązanie wobec samej siebie i mam nadzieję że siebie nie zawiodę :)

Screenshot_2016-01-01-19-48-11

łóżko + pushenny + wiadro kawy

20151221_111437

boguchwalskie hasanko ;)

20151227_11575120160101_212504 20160101_12322620160102_113846

uwielbiam te kredki

20160101_13110420151222_181810 20151223_183257 ślicznie wydana książka z rybnymi przepisami : ))

20151227_120839


 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 4 komentarzy