Tak wiele i tak niewiele zarazem / trochę o wszystkim

***

To już prawie trzy miesiące. Tak wiele i tak niewiele zarazem. Myślę sobie, że ja tu tylko narzekałam na to macierzyństwo, że jest tak ciężko, źle i ojej – biedna ja, zmęczona i zła. Prawda jest taka, że było ciężko, między innymi dlatego, że nie potrafiliśmy rozgryźć tego małego człowieka. Płacze – ale dlaczego? Brzuszek, może chce spać? A może marudzi? Nie mogliśmy przewidzieć co się za chwilę stanie, kiedy Marysia pójdzie spać, kiedy będzie chciała jeść. Wszystko robiliśmy po omacku, uczyliśmy się. I dalej uczymy, jak wszyscy młodzi i początkujący rodzice. Ale już nieco świadomiej. I z nieco większym uśmiechem na twarzy.

I to teraz, mniej więcej od drugiego miesiąca życia Marysi, nasze dni zaczęły nabierać kolorów. Złapaliśmy w miarę fajny schemat dnia, o ile o takowym można mówić w przypadku niemowlaka. Potrafię wyczuć czego w danej chwili pragnie moje dziecko. Czuję, kiedy jest głodna, kiedy senna, kiedy boli ją brzuszek a kiedy po prostu potrzebuje trochę bliskości. Nie panikuję tak jak wcześniej, jestem cierpliwa. Wydaje mi się, że sobie radzę. Rozmawiamy. Dyskutujemy. Śmiejemy się, oglądamy rano powtórki Na Wspólnej na telefonie i codziennie ćwiczymy podnoszenie główki. Takie drobnostki, a tyle szczęścia. Każdego dnia kiedy się budzę wiem, że ten dzień przyniesie coś nowego. I o ile wciąż jest ciężko, bywam niewyspana, wciąż choruję średnio co dwa tygodnie i wtedy na pewno nie tryskam optymizmem, to .. mam jakiś spokój w środku. Bo w końcu mam jakąś wiekszą radość z macierzyństwa. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Nigdy nie sądziłam, że można pokochać kogoś tak dziwną i niepowtarzalną miłością jak miłość do dziecka. Mam wrażenie że mamy Ją od zawsze, a kalendarz mówi że to zaledwie niecałe trzy miesiące?  ❤

Słówko o tym co ostatnio odkryłam w sferze serialowej, filmowej i muzycznej. Muzycznie wałkuję namiętnie całą płytę Karoliny Baszak – Fale i szczerze uważam, że to piękny balsam dla uszu. Bardzo wysmakowane teksty. Lubię wspierać tak zdolnych twórców, choćby zakupem płyty czy dobrym słowem. Słucham też płyty Parov Stelar’a – The Princess, a kawałek All Night i Nobody’s Fool miażdżą wszystko – nóżki same chodzą 🙂

the-princess-album

Pojawił się też nowy utwór Korteza:

Obejrzeliśmy cały netflix’owy serial Top of the Lakekkklik . Generalnie na plus, koniec szokuje i wydaje mi się że zbyt dużo wrzucili do ostatniego odcinka, a pozostałe pięć przeciągali jak mogli. Przepiękna scenografia prosto z Nowej Zelandii i choćby dla tych zdjęć warto polecić!

Z filmów wpadł Walt before Mickey – kklik – czyli historia Walt’a Disney’a przed odkryciem Myszki Miki, która tak naprawdę odwróciła jego życie o 180stopni. Biografia ciekawa, choć mam wrażenie że to dopiero after Mickey zrobiłoby się naprawdę ciekawie. Ah ci artyści, kiedyś mieli naprawdę ciężko …

Dobrą pozycją jest Opiekunkkklik, którego m.in oglądaliśmy w Sylwestra 😀 Specyficzny humor, niby historia wałkowana od lat, czyli gość, który ma w życiu ewidentnie pod górkę, zaczyna opiekować się niepełnosprawnym chłopakiem i diametralnie zmienia jego życie. Ohh, nuda. No jasne, że nuda, choć tym razem reżyser naprawdę się postarał i sprawił że ten film ma swój niepowtarzalny urok i humor. Przypominał mi trochę Małą Miss za sprawą wysmakowanego składu czterech tak niepasujących do siebie postaci podróżujących w jednym samochodzie. Ok, nic więcej nie piszę, ale bardzo polecam 🙂

W kolejce do obejrzenia czeka na mnie seriale Belfer i Zaginiony, z kinowych nowości chciałabym zobaczyć Ukryte piękno i La La Land. Zobaczymy co z tego wyjdzie, pierwsza wyprawa do kina po porodzie wciąż przed nami – ekscytacja sięga zenitu 😀

Ściskam Was mocno! Asia.

PS: Czy ktoś miał coś wspólnego z programem Affinity Photo? Pomocy, nie potrafię się w nim poruszać! 😀


Garstka zdjęć:

nasze tegoroczne Święta

img_0115img_0108 img_0262 img_0315

powolutku widać koniec na horyzoncie! polecam – dobrze relaksuje i odstresowuje (choć tych stresów jakoś mało ostatnio w moim życiu :))

img_0273 img_0175

spanko na różne sposoby

collage_fotor

img_0263img_0220 img_0254

mieliśmy -20st ostatnio w Białymstoku, z tej racji musieliśmy odwołać Chrzest Św Marysi, ale jak to mój tata stwierdził: próba generalna przed chrztem zaliczona pozytywnie 😀 zjedliśmy tort, poleniuchowaliśmy. Cieszę się że podjęliśmy taką decyzję, nie wybaczyłabym sobie gdyby jej się coś stało, a to że ja się oczywiście rozchorowałam to już norma odkąd Mała jest na świecie … Pomodlę się więc o powrót mojej końskiej odporności. Jak widać cola też nie dała rady i padła 😀

img_0259img_1862 img_0260

ćwiczymy dzielnie 🙂

img_0368

a Leon obserwuje i nie rozumie za bardzo. wygląda na smutnego, ale jest po prostu zadumany i pełen kocich refleksji nad egzystencją

img_0417

 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 1 komentarz

Przystanąć na chwilę, pomyśleć, docenić. /to wszystko/

***

Te wszystkie podsumowania, obietnice, przemyślenia, aż w końcu postanowienia. To wszystko jest dzisiaj takie małe i nieważne, nieistotne. To tylko data, jakieś odgórne, narzucane przez innych i media zobowiązywanie się do czegoś, co czasami jest nieosiągalne i ciężkie do przeskoczenia. Nigdy nie rozumiałam po co, skoro tak wiele można zmienić każdego jednego dnia z trzystu-sześćdziesięciu-pięciu dni w roku. Nie róbmy czegoś wbrew sobie. Cieszmy się codziennie, zaczynajmy coś bez względu na dzień w kalendarzu.

Postanowień nigdy nie robię, natomiast zawsze lubiłam podsumowywać dany rok. Taki rachunek dla samej siebie. Połechtanie swojego ego. Aaah, że to, że tamto. Rok 2016 to niewątpliwie czas olbrzymich zmian w moim życiu, czym poniekąd dzieliłam się z Wami tutaj. Ciężko mi napisać, że był to najpiękniejszy rok w moim życiu, w końcu tak wiele jeszcze przede mną. Ale z ręką na sercu – naprawdę … był to najpiękniejszy rok w całym moim, 24letnim życiu i nie wiem czy któryś z kolejnych będzie w stanie go pobić.

Tylko rok, a tak wiele może się wydarzyć.

Wszystkiego dobrego Kochani na ten cały, okrągły Nowy Rok! Sukcesów na każdej jednej płaszczyźnie, ale przede wszystkich poczucia bliskości, bezpieczeństwa i wsparcia od najbliższych, bo sama wiem, jak to jest istotne, aby dalej rozkwitać. Mądrych decyzji. I dawania z siebie wszystkiego co najlepsze, każdego jednego dnia.

Bądźcie ze mną dalej, ściskam, Asia!


Nasz rok w skrócie:

11faa42c-f14a-448b-aa36-f0714ce91da8

withi

Opublikowano World hovers around her . | 1 komentarz

Ułatwiacze życia z niemowlakiem na ramieniu – część II

***

CZĘŚĆ I – kkkklik

Hej. Tak jak kiedyś obiecałam wracam z kolejnym wpisem dotyczącym poniekąd wyprawki dla dziecka, ale nie tylko. Wiem, że wiele z Was oczekuje obecnie na pojawienie się nowego małego członka rodziny i chłonie takie informacje bardzo namiętnie. Minęły ponad dwa miesiące jak nasza córeczka jest z nami na świecie. Rośnie, jest coraz większą gadułą, z zainteresowaniem przygląda się nowym przedmiotom. Złapaliśmy już względnie fajny rytm dnia, o ile o takowym rytmie można mówić w przypadku niemowlaka. Ułatwiamy sobie życie przy pomocy różnych przedmiotów i patentów, którymi się z Wami podzielę. Jak zwykle dodam – wszystko o czym wspominam kupiliśmy sami, bądź dostaliśmy w prezencie od bliskich.

Zainteresowanych zapraszam poniżej 🙂

  • mata edukacyjna Skip Hop Explore&More

Wiedziałam że jakąś matę chcę, nie wiedziałam tylko jaką. Poszukałam, poczytałam i zdecydowałam się na matę jednej z ulubionych moich firm – SKIP HOP. Ah muszę nieskromnie przyznać, że był to strzał w dziesiątkę. Mata nie należy do najtańszych, ale już teraz wiem, że jest warta tych pieniędzy. Dlaczego? Po pierwsze – rośnie z dzieckiem. Pałąk może być w górze, kiedy dziecko jeszcze leży, można go też opuścić kiedy maluch leży już na brzuszku bądź siedzi. Marysia uwielbia na niej spędzać czas, śmieję się, że to jej pierwszy plac zabaw. Raz potrafi leżeć 30minut i patrzeć na tańczącego liska, innym razem leży godzinę i dyskutuje z sową, albo z samą sobą w lusterku. O właśnie – mata posiada bardzo duże i porządne lusterko, w którym dziecko się sobie przygląda. Oh, naprawdę, póki co po chuście to najlepszy nasz zakup 🙂

Swoją drogą to właśnie dzięki tej macie powstaje ten wpis. Nie byłabym w stanie zrobić zbyt wiele gdyby nie ona :

img_2423img_2732img_0015

  • mufki do wózka

Spacer w zimie bez mufek? Impossible. Początkowo zamówiłam na La Millou mufki dwuczęściowe, te, które przypominają rękawice bokserskie. Niestety – mufki były bardzo ciasne, wkładanie do nich dłoni to była męczarnia, a jestem posiadaczką raczej drobnych. Poza tym, chciałam w nie wkładać dłonie w rękawiczkach, co oczywiście było niemożliwe, podobnie jak to, żeby włożył w nie dłonie mój mąż. Zamówiłam więc jednoczęściowe i jestem bardzo zadowolona – raz, podobają mi się bardziej wizualnie, dwa – mieszczę w nie spokojnie dłonie w rękawiczkach (jest to dla mnie ważne, nie wyobrażam sobie np sytuacji, kiedy Marysi na spacerze wypadnie smoczek, a ja będe musiała wyciągać z mufki gołą dłoń i poprawiać wwrrr, na samą myśl jest mi zimno :D), a co najlepsze – wkładam do mufki telefon, słuchawki do uszu i słucham muzyki, albo rozmawiam 🙂 I do tego ten wzór ahh. O ile za firmą la Millou średnio przepadam, tak te mufki uwielbiam 🙂

img_0156 img_0157 img_0160

  • ecozone kule do prania

Jak wiadomo, przynajmniej przez pierwsze miesiące życia dziecka jego ubranka należy prać osobno przy użyciu specjalnych produktów. Już w ciąży zainteresowały mnie kule Ecozone, które są wielokrotnego użytku (według producenta do 240prań), są hipoalergiczne, nadają się do dziecięcych ubranek, nie trzeba dźwigać worków z proszkiem do prania i na pewno wpływają na oszczędność. Zamówiłam zachęcona opisem, ale bez większej wiary i … do dzisiaj używam. Pudełko zawiera dwie kule Ecozone. Później wystarczy kupić dodatkowy wkład (kuleczki), wymienić i dalej używać. Kule są rewelacyjne! Nie wierzyłam do końca że dadzą radę z różnymi zabrudzeniami, a co się okazało – radzą sobie wyśmienicie (z wszystkimi dziecięcymi również)! Używam ich już od kilku miesięcy.

image_8IMG_6887 IMG_6890

  • kosz na pranie dziecięcych ubranek przy łóżeczku

Uwierzcie – to bardzo ułatwia funkcjonowanie. Osobny kosz na dziecięce ubranka wymyśliłam z czasem, kiedy zobaczyłam że noszenie brudnych ubranek do wspólnego kosza jest raz – męczące, kiedy przebieramy dziecko, a dwa – niewygodne (później trzeba rozdzielać ubrania nasze i małej). Kupiłam najprostsze plastikowe pudełko, które stoi obok łóżeczka i to do niego trafiają wszystkie dzieciowe ubranka, pieluszki, kocyki. Później biorę tylko to pudełko, wrzucam zawartość do bębna i sprawa załatwiona.

image_5_1

  • przewijak + organizer do łóżeczka + mała lampka + kosz na śmieci

Pamiętam jak urządzałam kącik niemowlęcy i wiele z Was pisało mi, że zobaczę że z czasem dużo się zmieni, wszystko dostosuję tak, aby było nam jak najwygodniej. Prawda. Nasz kącik nie wygląda już tak ą ę jak tutaj – kkklik, ale jest praktyczny, a to najważniejsze. Co uwielbiam to na pewno organizer do łóżeczka z firmy Munchkin – jest rewelacyjny, mam wszystko w jednym miejscu i pod ręką. Dalej – przewijak. To w trakcie przewijania czy zwykłego przebywania na nim, moja Mary ma najlepsze humorki, najwięcej rozmawia, wysyła uśmieszki we wszystkie strony. Myślałam że będzie zbędny, ale gdzie tam – jest wygodny dla mnie i męża i nie wiem co zrobię, jak córka jeszcze trochę podrośnie i będzie podnosić nóżki do góry … Poza tym mała lampka okazała się bublem. Postanowiliśmy obok łóżeczka dokupić lampkę, która daje delikatne światło, ale takie, że przynajmniej coś widać. Włączam ją sobie za pomocą telefonu i idę do Małej. No i kosz na śmieci. Żaden AngelCare, tylko zwykły zamykany kosz obok łóżeczka, który codziennie opróżniam. Olbrzymia wygoda 🙂

Teraz całość wygląda mniej więcej tak:

image_1_1image_7_1

 


I dzisiaj to by było wszystko 🙂 Jak chcecie to w międzyczasie mogę stworzyć wpis o tym, co nam się w ogóle nie przydało i okazało się nietrafionym zakupem, a jest takich rzeczy niestety kilka, począwszy od bujaczka 4moms, po Woombie i inne niby super gadżety. Dajcie znać co Wam ułatwia życie z niemowlakiem!

Ściskam, Asia! 🙂

withi

Opublikowano World hovers around her . | 6 komentarzy

inne Święta

***

Rok temu o tej porze siedziałam na podłodze, otoczona kolorowymi papierami ozdobnymi, kokardkami, wstążkami, prezentami. W tle usłyszeć można było świąteczne piosenki. Drapałam kota i pisałam życzenia. Od zawsze uwielbiałam kompletować prezenty, najpierw, na początku grudnia wymyślałam i personalizowałam je tak, aby każdy był jak najbardziej szczęśliwy. Później zamawiałam, albo wybierałam się na długie zakupy. Etap pakowania, przed wręczaniem, był chyba najprzyjemniejszy. No i na sam koniec, wisienka na torcie, czyli wręczanie prezentów najbliższym i obserwowanie ich reakcji. W zeszłym roku o tej porze pakowałam też walizkę i szykowałam się na dość męczącą i długą podróż Białystok -> Warszawa -> Rzeszów. Czekałam na ten moment bardzo długo. Buziaki na do widzenia i do zobaczenia za kilka dni.

W tym roku moje Święta nabiorą nieco innego, nowego charakteru. Spędzę je z innymi ludźmi, w zupełnie innym miejscu. Nie obcym, ale też nie przy babci w ciepłym fotelu. Już nie jako dziewczyna, żyjąca w głównej mierze tylko dla siebie, robiąca wszystko spontanicznie i bez zastanowienia. Teraz w dwóch zupełnie nowych rolach, jako mama i żona. I jeżeli mogę powiedzieć, że tak naprawdę nic się nie zmieniło, to gdzieś z tyłu głowy racjonalna część mnie wie, że tak naprawdę zmieniło się wszystko. To będą chyba najpiękniejsze święta w moim życiu. Z jednej strony jest mi cholernie przykro, że z dala od mojej rodziny, od tego, do czego zdążyłam się przyzwyczaić przez te wszystkie lata życia i co było dla mnie tak naturalne i oczywiste. Z drugiej strony myśl, że od teraz przekazuję te wszystkie piękne emocje związane z tym okresem, komuś innemu, jest tak bardzo pochłaniająca, że spycha ten smutek na drugi plan.

W tym roku jakoś w ogóle nie czuję świąt, a okres przedświąteczny spędziłam na wychodzeniu z choroby, wstawaniu o 3 w nocy, na ciągłych próbach usypiania mojego dziecka i złapania chwili dla siebie. Chwili, żeby usiąść z kawą w dłoni i odpocząć, złapać oddech, pomyśleć. Nie miałam siły, aby zastanowić się i wymyślić kreatywne prezenty dla moich bliskich. W tym roku nie spakowałam ani jednego z nich w piękny, ozdobny papier. Nie ubraliśmy choinki, nie mamy światełek w mieszkaniu. Marysia nie ma sukienki z reniferem, a ja nie szykuję od tygodni kreacji na te dni – grunt, żeby dało się łatwo karmić. Nie mamy kablówki, więc nie atakowały mnie te wszystkie słodkie reklamy telewizyjne. I pomimo że to wszystko gdzieś mi umknęło, przeszło obok mnie, to tę magię czuję, ale na swój, inny sposób.

Życzę Wam ciepłych i spokojnych Świąt, abyście znaleźli czas na rozmowę z najbliższymi, na oderwanie się od smartfonów i tabletów. Na chwilę dla siebie. Odpoczynek, spacer, uśmiech.

Ściskam, Asia!


PS: Następny wpis będzie prawdopodobnie dzieciowy, o kolejnych gadżetach, które sprawdziły się w 2 miesiącu życia Małej 🙂

PS1: Muszę polecić, żebym nie zapomniała. Ostatnio znajdujemy ze Stasiem całkiem sporo czasu na seriale, a to wszystko dzięki chustonoszeniu. Staś został mianowany nadwornym chustownikiem Marii, co pozwala na wchłanianie nawet po 3-4 odcinki serialu na raz. Migiem wciągnęliśmy nowy serial Netflixa – 3% kkklik. O czym jest serial? Cała akcja kręci się wokół Wyspy na której jest ‚raj’ w mniemaniu ludzi, żyjących na Lądzie i tego co trzeba zrobić, aby na nią dotrzeć. Na Wyspę dostaje się tylko 3% ludzi, którzy podchodzą do tzw ‚Procesu’ – czyli kilku zadań, które sprawdzają zawodników na różnych płaszczyznach. Serial jest produkcji brazylijskiej, pokazuje zależności panujące niemalże w każdym społeczeństwie – jak widać bez względu na to, jaki mamy rok. Momentami szokuje, brzydzi, a na końcu (ma 8 odcinków) skłania do refleksji, jak jakiś system potrafi wyprać ludzi z emocji … I że tak naprawdę nie to gdzie i w jakich luksusach żyjemy jest najważniejsze, tylko inne wartości. Mi się bardzo podobał, tak jak mówię – obejrzeliśmy go w dwa dni – 4odcinki/dzień. No i ja ufam Netfixowi – wiem, że jak się pod czymś podpisuje, to jest to na 99% bardzo dobre kino.

W następnym wpisie polecę Wam kolejny, który prawdopodobnie dzisiaj skończymy oglądać.

 


Garstka zdjęć:

😀

img_2121img_2613

moje lidlowe odkrycie, pycha 🙂

img_2706

najbardziej absorbujące miejsce, czyli plac zabaw Marysi 🙂 uwielbia leżeć na tej macie, pod warunkiem że brzuch pełny – potrafi leżeć po 30 minut, zdarzyło się że i godzinę leżała wpatrzona w tańczącego liska. Więcej o macie w prawdopodobnie następnym wpisie 🙂

img_2732

incredible *.*

img_2740

❤ ❤

img_2757

true 😀 

img_2780

wujek odwiedził Marysię 🙂

img_2818img_2953img_9289 img_2954

Leon 😀

img_3039 img_3051 img_3233

przepiękna płyta, przepiękne teksty

img_3285 img_2636

mandarynkowy sezon 

img_2730

 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 8 komentarzy

A miałam nie przynudzać i być ‚inną mamą’ …

***

Tuż po tym jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży obiecałam sobie: nie będę upubliczniać zdjęć mojego brzucha, tego jak się roztyłam, jak wielka i brzydka zrobiłam się na 9 miesięcy. Wytnę tę część mojego życia, potem od razu wrócę do biegania, zacznę przygotowania do półmaratonu jakby nigdy nic. Tuż przed porodem myślałam sobie … nie ma szans, nie będę pokazywać w sieci zdjęć mojego dziecka, bo i po co? W końcu to takie normalne, taka kolej rzeczy, będę dalej pisała o kosmetykach, kocie i filmach, a moje permanentne zmęczenie skrzętnie ukrywała pod toną makijażu. Tę cząstkę życia pozostawię dla siebie i dla swojej rodziny. Jaka jest prawda? W trakcie ciąży okazało się, że bardzo lubię siebie w wydaniu z brzuchem, że lubię być fotografowana, albo robić sobie zdjęcia w tym wdzięcznym stanie, zachowując w ten sposób cząstkę tamtego okresu, który w końcu mija i już nie wróci. Ba, w ciąży czułam się naprawdę pięknie. Po porodzie okazało się, że jestem tak dumna z siebie, z mojej córeczki, z natury – że zaprogramowała nas w tak wspaniały sposób, że po prostu nie mogłabym się tym wszystkim z Wami dzielić. Jak zwykle szlag trafił wszystkie moje plany. 0:1

I może niektórzy z Was mają już po dziurki w nosie zdjęć mojej córki, myślą sobie: oszalała, to przepraszam Was, ale to jest teraz 99% mojego życia, to wokół tej istoty skupiam cały swój czas i przelewam na nią całą swoją energię. I o ile wcześniej pisałam o tym co się u mnie dzieje, co robię, co obejrzałam, czego ostatnio słuchałam, tak teraz, tak po prostu … moje życie zostało nieco urozmaicone przez kogoś tak nieświadomego, a tak absorbującego. I jeżeli Wam to przeszkadza, nikt Was tu nie trzyma. A jeżeli interesuje Was to wszystko, te moje dziecięce zmagania i kroczki w nowej roli, to będę przeszczęśliwa, jeżeli dalej ze mną tutaj będziecie. Czytać, pisać i wspierać. W końcu to wszystko poniekąd dla mnie, ale i dla Was.

Żeby tradycji stało się zadość – niczego Wam dzisiaj nie polecę, bo niczego ostatnio nie obejrzałam. Ale nie martwcie się – pierwsze wyjście bez Małej mam już za sobą, Staś się spisał i nie dzwonił co 10 minut, więc małymi kroczkami dojdę do tego, że będę w stanie wyjść do kina, albo obejrzeć cały film bez przerwy na karmienie, sprzątanie, czy umycie zębów! Póki co próbuję wyczuć kiedy Marysia ma zamiar urządzić sobie dwugodzinną drzemkę i zrobić w tym czasie manicure hybrydowy. Jak mi się uda, nie omieszkam się pochwalić. I mogę potwierdzić coś, w co nie chciało mi się wierzyć przed porodem – posiadanie dziecka naprawdę uczy doceniać każdą wolną minutę i najbanalniejsze czynności, jak choćby 10 minut na wypicie kawy i wywalenie nóg na stół, ot, takie błoooogie lenistwo. 

Ściskam, Asia!



Ostatnie dni:

img_2407

dama *.*

img_1998 img_2023

wózkowe kilometry w tę i z powrotem

img_2011img_1883 img_2049 img_2053 img_2288 img_2308

:*

img_2406

Ziaja w tym roku świątecznie nie zawodzi – postarali się, peeling jest cudowny!

img_2427

kumple ❤

img_2428

sezon na świąteczne obciachowe skarpetki: czas start!

img_2409img_2533 img_2534


withi

Opublikowano World hovers around her . | 12 komentarzy

Myślicie że nie tęsknię za tamtym życiem?

***

Mam ostatnio ciężkie dni. Jestem na granicy totalnego rozłożenia przez grypę, albo czort wie co to za choróbsko? Moja końska do tej pory odporność nie rozumie co się ze mną dzieje. Permanentny brak snu też robi swoje. A Marysia, wydzierająca się kilka godzin nad uchem wcale nie pomaga w ewentualnym dojściu do siebie. Z wyczerpania i braku pomysłu leżę z nią na klatce piersiowej i delikatnie gładzę po głowie, powtarzając do upadłego, że to nie jej wina. Próbuję jej krzyk przekształcić w delikatny, łagodny śmiech. A najchętniej spakowałabym walizkę, ubrała kurtkę i buty i uciekła do Rzeszowa do rodziców.

Płaczę najczęściej w nocy, bo wtedy Mała w końcu po całym dniu pada wyczerpana. Płaczę z bezsilności. Nie wiem czy robię coś źle, czy tak właśnie wygląda macierzyństwo? Tylko dlaczego wszędzie widzimy buziaczki, cukierki, śliczne ubranka, opaseczki w kropeczki, same ohy i ahy? Wiecie, ja zmyślać nie będę, nie będę udawać że rozpływam się nad każdym uśmiechem mojego dziecka, że dyskusje o konsystencji kupy są fascynujące i totalnie zatracające. Że kiedy w końcu zaśnie, ślęczę nad łóżeczkiem rozpromieniona z wypiekami na twarzy i obserwuję każdy jej jeden delikatny ruch, przecież to lepsze niż zjedzenie normalnego śniadania. Że uwielbiam tę monotonię, że wcale, ale to wcale nie chcę wyjść do kina czy na zakupy …

Są chwile bezradności, że tęsknię za tym co było kiedyś. Tęsknię za okresem studiów, za Warszawą i wszystkimi których tam zostawiłam. Za pierwszymi randkami i adrenaliną z tym związaną, za nocami przepełnionymi winem. Za tym że mogłam sobie robić co chciałam, nikomu się uprzednio nie tłumacząc. Mam czasami błędne poczucie, że coś w pewnym momencie utraciłam. Tęsknię za tym wszystkim zwłaszcza w takie noce, jak te ostatnie – kiedy na granicy choroby, zalana potem, niewyspana, z dreszczami i dziurą w głowie myślę sobie: po co mi to było? Po co weszłam w dorosłość tak szybko? Gdzie moje spontaniczne wyprawy do znajomych, do rodziców? Teraz, kiedy największą ekstrawagancją każdego dnia jest wyprawa do Rossmanna po pieluchy i batonika. Ba, samo zbieranie się zajmuje nam obecnie dobrą godzinę. Czas przelatuje przez palce.

I wiecie, może za krótko jestem mamą, co to ten miesiąc, jak w ogóle mam czelność wypisywać to wszystko? Ale jestem mamą na tyle długo, że wiem, że to wszystko jest po coś. Że moi i Wasi rodzice też ostatkiem sił usypiali nas na rękach, ich życie towarzyskie przestało się w pewnym momencie kręcić, też mieli nas dość i klęli pod nosem. Ale to właśnie dzięki ich samozaparciu i dojrzałości, jesteśmy takimi ludźmi, jakimi jesteśmy. I może w tym jednym co teraz napiszę, będę nudna i cukierkowa, ale to naprawdę piękne, że na świecie pojawiła się jakaś cząstka mnie i osoby, którą kocham, i że kiedyś, a jestem o tym przekonana, to wszystko co teraz przechodzimy jako młodzi rodzice, zaowocuje.

Ściskam Was! Asia

PS: Nawet moje oczy się zbuntowały i od porodu nie akceptują soczewek, totalnie … Chyba jestem skazana na okulary?


Ostatnie dni:

img_1508img_0993 img_1586 img_1627 img_1669 img_1682 img_1731 img_1740 img_1774-1 img_1788 img_1811


withi

Opublikowano World hovers around her . | 24 komentarzy

Co się sprawdziło w pierwszym miesiącu życia Marysi?

***

Hej! Wiem że w ostatnim czasie trafiło na mojego bloga dużo kobiet, które oczekują obecnie na swojego maluszka, albo są w podobnej sytuacji jak ja, czyli zaczynają zabawę w macierzyństwo. Wpadł mi ostatnio do głowy pewien pomysł (w trakcie karmienia, bo niby kiedy? :D), żeby co jakiś czas dodawać wpisy z gadżetami/akcesoriami/patentami ułatwiającymi funkcjonowanie młodej mamy, które się u nas sprawdzają i które po prostu polecam. Wiadomo że czekając na dziecko kompletujemy wyprawkę jak szalone. Pisałam już wiele razy, że kobieta w ciąży jest bardzo podatna na wszelkiego typu reklamy, recenzje itd, dodatkowo sporo czasu spędza w domu i rozkochuje się w zakupach internetowych. Nie wszystko z tego co nabyłyśmy okazuje się w przyszłości przydatne, o czym zapewne przekonała się, bądź przekona każda z nas. U nas póki co, odpukać, brak nieprzemyślanych zakupów, niemniej, pewnie to kwestia czasu.

Dajcie znać czy jesteście zainteresowani takimi wpisami. Dodam że wszystko co pokazuję, kupiliśmy sami, nie są to żadne recenzje sponsorowane (cóż, nie jestem aż tak rozchwytywaną blogerką, nikt do mnie nic nie wysyła chlip, chlip). Zapraszam na wpis, czekam na komentarze co się u Was sprawdziło!

  • Fasolka do karmienia Motherhood

Myślałam że rogal Motherhood z okresu ciąży będzie pomocny w trakcie karmienia. Nic bardziej mylnego! Rogal w ciąży owszem – sprawdził się idealnie, jednak w przypadku karmienia jego gabaryty to zdecydowanie minus. Poszedł więc do szafy, a ja zaopatrzyłam się w fasolkę, również z tej firmy. Bardzo fajna sprawa! Używam jej praktycznie przy każdym karmieniu w domu. Nie wiem jak będzie się sprawdzać jak Mała podrośnie, niemniej – teraz jest niezastąpiona. Do firmy Motherhood mam wielkie zaufanie – uwielbiałam ich rogala, teraz używam fasolki, a pieluszki tetrowe i flanelowe z tej firmy biją jakością wszystkie inne.

img_1378 img_1379

  • Szumiś, suszarka i aplikacja Baby sleep sounds

Wszystko co szumi wycisza Małą, przypomina jej dźwięki panujące w życiu płodowym i co mogę powiedzieć – to naprawdę działa. Raz uspokoi i pomoże zasnąć Szumiś, innym razem aplikacja, a najczęściej i praktycznie zawsze pomaga … suszarka. W przypadku tej ostatniej najlepiej aby miała opcję zimnego powietrza, wtedy spokojnie może pracować przez dłuższy czas. Jednak na dłuższą metę nie jest to najlepsza metoda, zwłaszcza dla rachunków no i bezpieczeństwa. W przypadku Szumisia sprawa wydaje się być prosta. Nasz Szumiś ma opcję CrySensor i teraz, po miesiącu używania, mogę z ręką na sercu polecić właśnie tę wersję – to ile razy wybudzał się w nocy razem z Małą – czasami wiadomo, Szumiś nie wystarczy i trzeba wstać i zobaczyć co tam się dzieje. Jednak w większości przypadków Malutka ponownie zasypiała przy delikatnym szumieniu. Aplikacja Baby Sleep Sounds też może być ratunkiem, zwłaszcza że mamy w niej wiele możliwości, możemy ustawić szumienie na np 60minut. Ważna sprawa – pamiętajcie aby nie kłaść telefonu blisko dziecka, a najlepiej ustawić tryb samolotowy! Jakoś nie ufam wszystkim sprzętom, wolę trzymać je z dala od tego małego człowieka.

img_0897333

  • Aplikacja Breastfeeding Stopwatch

Każda karmiąca Mama zna ten problem – jak przychodzi co do czego, głowimy się od której piersi mamy teraz zaczynać. Teraz po prostu sprawdzam palpacyjnie, jednak przez cały pierwszy miesiąc aplikacja ta była bezcenna. Szukałam czegoś najprostszego w obsłudze i znalazłam świetną aplikację, pomimo że twórcy przestali ją aktualizować (a szkoda!) i tak jest bardzo pomocna. Wystarczą dwa kliknięcia – zaznaczamy która pierś nas interesuje, włączamy start a po skończonym karmieniu stop. Aplikacja zlicza wszystkie karmienia, wiemy więc, ile czasu na dobę poświęcamy tej czynności.

img_0009

  • Rożek

Rożek z firmy Cotton&Sweets Marysia dostała jeszcze będąc w brzuchu – był to prezent na BabyShower od moich koleżanek. Początkowo myślałam że rożek będzie zbędny. Co się okazało? Zarówno ja, jak i mój mąż, rodzice, teściowie, wszyscy jednogłośnie powiedzieli, że rożek to strzał w dziesiątkę i chyba najlepsza i najczęściej używana rzecz w pierwszym miesiącu życia. Przydał się w szpitalu, od samego początku Mała uwielbia być w nim noszona, uwielbia w nim spać! Rożek jest bardzo dobrej jakości, jest po prostu milutki i naprawdę praktyczny. Jak dziecko z niego wyrośnie (a już powoli Mała przestaje się mieścić), rożek będzie pełnił funkcję kocyka.

img_0314rozek-niemowlecy-koniczynka-szara

  • Mr B

Maskotki MrB firmy Lullalove w ogóle nie rozważałam w trakcie kompletowania wyprawki. Gadżet ten po pierwsze – nie podobał mi się wizualnie na zdjęciach i nie uważałam żeby się w ogóle miał przydać. I kolejny dowód na to, jak można się mylić. Na pewno większość z Was kojarzy go ze zdjęć w sieci – jest to już chyba kultowa maskotka, ale co dla mnie najważniejsze – jest to po prostu termofor. Marysia uwielbia ciepło. Jednego dnia odkryliśmy uspokajającą moc suszarki. I było to odkrycie niemalże przełomowe. Nie tylko dla naszych liczników i rachunków … Suszarka chodziła godzinami. Aż w końcu postanowiłam – jedziemy po MrB! I wiecie co, po rozpakowaniu stwierdziłam że to całkiem przyjemna i przyjazna maskotka, dodatkowo pełni rolę edukacyjną (kontrastowe kolory, metki), i co najważniejsze – pomaga na brzuszek. I tu muszę przeprosić firmę Lullalove, że tak szybko zraziłam się do ich kultowego produktu. On naprawdę działa. A Marysia uwielbia zasypiać z nim na brzuszku! Taka rada ode mnie – firma oferuje dodatkowe wkłady do MrB – polecam kupić minimum 1, albo więcej – wkład trzyma ciepło przez około godzinę, później trzeba go gotować w wodzie. Lepiej mieć w zapasie dodatkowy, tak aby szybko pomóc małemu brzuszkowi 🙂

img_1371 img_1387

  • Chusta!

O chustonoszeniu słyszałam już dużo wcześniej, kilka z Was zachęcało mnie w komentarzach do uskutecznia tego. Tuż przed porodem umówiłam się z doradcą chustowym i już tydzień po tym, jak Marysia przyszła na świat, dostaliśmy prywatną, 3godzinną lekcję wiązania. Pani nauczyła nas podstawowego wiązania, kieszonki – nie chcieliśmy więcej – woleliśmy nauczyć się jednej metody a porządnie. Na kolejne przyjdzie jeszcze odpowiednia pora.

Chustonoszenie to coś wspaniałego. Póki co uskuteczniamy regularnie w domu, ale jak przyjdzie wiosna na pewno będę wychodzić z Małą na zewnątrz. Teraz to dla mnie zbyt skomplikowane logistycznie – musiałabym ją odpowiednio ubrać, siebie, założyć kurtkę Męża … Wolę poczekać na cieplejsze dni, wtedy to będzie czysta przyjemność.

Mała czuje się wspaniale w chuście. Po nakarmieniu i zamotaniu nie ma jej na dobre 3h – śpi sobie w chuście jak susełek, a my możemy oglądać seriale, posprzątać w mieszkaniu, ugotować obiad, popracować na komputerze. Do tego mam wrażenie że chusta zaspokaja jej potrzebę bliskości na tyle, że bez problemu później śpi w swoim łóżeczku. Kiedy Małą męczyły kolki również ratowaliśmy się chustą – była wtedy wyciszona, spokojniejsza i przede wszystkim ja nie byłam bezsilna, patrząc jak cierpi. Polecam z całego serca. Nasza chusta pochodzi z firmy Little Frog, model Baryt, ma 4,6m (jest odpowiednia zarówno dla mnie jak i dla mojego męża). Dokładnie mamy ten model – kkklik .

img_0890

  • Karabińczyk do wózka

Podobno koszyk moim wózku (X-Lander X-Pulse) jest całkiem spory, w porównaniu do innych, ja mam nieco inne zdanie na ten temat. Dużo spaceruję z Małą, ale nie ukrywam że spacery to jest dla mnie okazja do zrobienia zakupów. Były sytuacje, kiedy nie mieściły mi się one w koszu oferowanym przez producenta. Dokupiłam więc karabińczyk, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Udźwignie naprawdę sporo reklamówek. A ja mam wolne ręce 🙂

img_1389 img_1399 img_1400


W tym wpisie to tyle. I tak planowałam wspomnieć o góra pięciu akcesoriach/gadżetach, jednak jak widzicie trochę się tego nazbierało. Myślę że w kolejnych wpisach z tej kategorii ilość ta będzie mniejsza.

Jeżeli będziecie chcieli cyklicznie tego rodzaju posty to dajcie znać – z przyjemnością będę je pisać, zwłaszcza że wiem, jak sama łapczywie szukałam takich recenzji przed pojawieniem się dziecka 🙂

Ściskam, Asia!

withi

 

Opublikowano World hovers around her . | 9 komentarzy