II trymestr ciąży oczami młodej położnej

***

I trymestr – kkkklik

Z każdej strony słyszałam: Asia, w drugim trymestrze będzie lepiej, odpoczniesz, zregenererujesz się, ble ble ble … Jaka była rzeczywistość książkowego I trymestru? Czy równie książkowa? Zapraszam do czytania:)

Tak naprawdę ani się obejrzałam, a dumnym krokiem i coraz większym brzuszkiem wkroczyliśmy w 13 tydzień ciąży. Powiem Wam, że ten czas tak szybko ucieka, zwłaszcza jak zewnętrznych objawów ciąży wciąż nie można dostrzec gołym okiem. W drugi trymestr wkroczyłam z wagą wciąż -3kg na liczniku, z większymi piersiami, ale wciąż płaskim brzuchem. Ile to ja się przeglądałam w tym lustrze, wypinałam brzuch, pukałam i sprawdzałam czy ktoś tam jest. Oczywiście że był, ale jeszcze zbyt malutki, żeby udowodnić to na zewnątrz. Początkowo stwardniała dolna część brzucha, następnie powiększył się on do rozmiarów weselnego objedzenia.

16/17 tydzień ciąży:

IMG_1161 IMG_1159

20 tydzień ciąży:

IMG_1776 IMG_1774

26 tydzień ciąży:

IMG_3591IMG_3586


Drugi trymestr rzeczywiście dał mi możliwość oddechu, ale bez uciążliwych objawów się nie obyło. Na pewno koniec mdłości i odruchów wymiotnych pomógł mi z powrotem do w miarę normalnej egzystencji. Te trzy miesiące wspominam jednak z uśmiechem na twarzy, w końcu zaczęłam wyglądać jak kobieta w ciąży, zaczęłam czuć mojego małego współlokatora dość intensywnie. Wszystko stało się w końcu takie rzeczywiste, dla kobiety to naprawdę istotne. Sama wyprawka daje dużo frajdy i umila czas oczekiwania. Obecnie mamy się dobrze, rośniemy i z niecierpliwością czekamy na okres okołoporodowy. O dziwo podobam się sobie w ciąży, myślałam że psychicznie będzie gorzej, a jest nad wyraz dobrze. Toczę się z miejsca na miejsce w tempie przerażającym, powoli przyzwyczaiłam się że tak po prostu musi być, a kondycja sprzed ciąży przecież później wróci.

Zapraszam na wpis:)

OBJAWY

  1. Ból głowy – ten sam, koszmarny, przeszywający ból głowy, który dokuczał mi w pierwszym trymestrze. Dopiero teraz postanowiłam skorzystać z lekarskiego przyzwolenia i kilka razy raz na tydzień dawkowałam sobie 500g paracetamolu, ale to nic nie pomagało. Leżenie też nie pomagało. Myślę że jedynie hipnoza mogłaby dać radę😀 Jakoś w połowie II trymestru bóle głowy odeszły w zapomnienie.
  2. Zawroty głowy – zwłaszcza te, spowodowane nagłą zmianą ciśnień. Kilka razy zbyt szybko wstałam z łóżka i następną minutę stałam przy ścianie z zamkniętymi oczami, bojąc się że zaraz fiknę do tyłu. Tak samo wchodzenie po schodach na wyższe piętra – nie dość że zadyszka jakiej nigdy nie miałam po 15km biegu, to jeszcze karuzela w głowie.
  3. Bóle brzucha – moje ‚ulubione’ to te połączone z jednoczesnym bólem głowy …. ohhh … naprawdę było tak źle, że pytanie: Asia, dzwonić na pogotowie? też było normą. Wiedziałam, że tak po prostu musi być, głaskałam brzuch i jakoś zasypiałam.
  4. Skurcze Braxtona-Hicksa – wiedziałam o nich, przecież się o nich uczyłam i wiedziałam że po 20tygodniu ciąży mogą się pojawić. I co? I jak się pojawiły to spanikowałam, zwijałam się z bólu aż w końcu pierwszy raz o północy przejechałam się karetką do szpitala. Nie sądziłam że są aż tak potwornie bolesne. Sam bóle miesiączkowe od zawsze miałam tak mocne, że Ketonal pierwszego dnia to była u mnie norma. Nie pojawiały się często – szczerze, to poza tą jedną nocną akcją nie pojawiły się do teraz w ogóle.
  5. Skurcze nóg – pod koniec II trymestru dopadły mnie wieczorne – potworne skurcze nóg, zwłaszcza łydek i mięśni stopy. Koszmar. Później następnego dnia ledwo mogę po takich nocach chodzić, ciągle czuję ten mięsień. Zwiększyłam dawkę magnezu, piję dodatkowo rozpuszczalny przed snem, korzystam z usług prywatnego masażysty😀 i jakoś z tym walczę. Skurcze, które raz na ruski rok łapały mnie przed ciążą, uważam za bardzo słabe patrząc na to, co teraz przeżywam. Podejrzewam że jest to związane z zastojami krwi w nogach, spowodowanymi uciskiem powiększonej macicy na nerwy miednicy.
  6. Problemy ze snem – a raczej … problemy z przyjęciem odpowiedniej pozycji do snu. Moje ulubione spanie na brzuchu poszło z oczywistych względów w odstawkę na najbliższe miesiące. Rogal Motherhood wkroczył do naszego łóżka. Nie wiem jak ostatecznie zasypiam, wiem .. że zanim zasnę kręcę się na łóżku jak jakieś wiertło, trwa to czasami kilka godzin, aż w końcu padam wykończona. Najlepsza pozycja to na plecach z jedną nogą skuloną i rękami w górze. Nie wiem co to za pozycja, ale jest co najmniej dziwna. Dość waleczna. Polecam rogala, dopiero teraz w pełni wykorzystuję jego magiczne właściwości😀 (nie tylko ja, Leon też uwielbia w nim spać)IMG_3555
  7. Pierwsze kopnięcie! – jako położna, wsłuchiwałam się w swoje ciało już od 12/13 tygodnia, wierząc naiwnie, że ta kilkucentymetrowa nóżka w środku może mi porządnie przykopać. Pierwsze kopnięcie poczułam i tak stosunkowo wcześnie, bo w 16 tygodniu ciąży. Początkowo czuje się takie jakby wzdęcia, ale to nie wzdęcia, to małe kopniaczki:) Później przypomina to pływającą w brzuchu rybkę. Cudowne uczucie. I takie dobitne uświadomienie sobie, że rośnie w nas mała istota. IMG_1232Od 20 tygodnia ciąży maluszek zaczął się rozkręcać na dobre. W 22 tygodniu ciąży można już było te ruchy zobaczyć ‚na zewnątrz’ czyli zaczął mi się ruszać cały brzuch. Super sprawa, zwłaszcza po słodyczach te ruchy są jakieś bardziej energiczne. Obecnie wielką przyjemność sprawia mi leżenie i patrzenie na brzuch.
  8. Zakup ubrań ciążowych – o ile spodnie nie były za małe, tak zaczęły wbijać mi się akurat w twardą macicę. Postanowiłam zainwestować raz a porządnie. Polecam dział H&M Mama, mają naprawdę super spodnie. Wszyty, komfortowy pas. Ładne kroje. Mój model to te poniższe w rozmiarze 36 (kkklik). Co do innych ubrań – obkupiłam się w mnóstwo podstawowych bluzek i sukienek z działu basic H&M. Sukienki przeznaczone dla kobiet ciąży kupiłam na Zalando w dziale dla Mam – bardzo polecam, przepiękne ubrania np z D. Perkins, New Looka, Topshopu. Nie sądziłam że te sklepy mają również taką ofertę. Kupiłam większe biustonosze, takie, które później można ‚przerobić’ na biustonosze do karmienia – jak zwykle dopasowane z Panache i Frejki. A poza tym to praktycznie ciągle śmigam w sukienkach, rzadziej w legginsach i topach dla ciężarnych. Do 20 tygodnia ciąży wchodziłam w większość ubrań sprzed ciąży, w odstawkę poszły tylko wszystkie taliowane spódnice i spodnie, żeby nie uciskać brzucha. Jeżeli nie lubicie sukienek, a nie chcecie żeby spod bluzek czy sweterków wystawał Wam brzuszek – polecam pas z medeli, dostępny w białym i czarnym kolorze. Bardzo fajna sprawa:)2IMG_3597
  9. Płaczliwośćgdyby podsumować ilości łez jakie do tej pory z siebie wydaliłam, uzbieralibyśmy Adriatyk, może nie tak słony, ale na pewno objętościowo byłoby blisko. Serio .. ciągle płaczę. Ciągle.
  10. Fizjologiczna niedokrwistość – lecą mi te wykładniki w dół, ale póki co wszystko pod kontrolą, suplementuję żelazo, wcinam buraki i jakoś leci.
  11. Objawy ze strony układu pokarmowego – czyli standardowo, jelita i żołądek w górę, a to = wzdęcia, zaparcia. Można sobie z tym bez problemu poradzić, wystarczy pić +/- 4 litry wody dziennie i spacerować. To moja metoda na uniknięcie tych problemów.
  12. Apetyt? – jakiś taki, nijaki. Jem bo jem, ale żeby więcej? Na pewno nie tak jak powinnam, jem bardzo dużo chleba, kanapki to moje klasyczne danie. Jem codziennie jakiegoś batonika. Staram się wcinać owoce i warzywa. Pizza to też dobry pomysł na obiad. Zaczęłam gotować zupy. Wcinam lody. Ale żeby to jakieś wartościowe było .. to nie powiem. W drugim trymestrze powinnam niby dołożyć jeden posiłek, ale .. naprawdę ani nie mam ochoty, ani miejsca. Sytuacji wcale nie poprawiły upały … momentami wciskałam w siebie jedzenie, bo wiedziałam, że muszę żywić tego małego człowieka. Było ciężko. Jako że mam niedokrwistość zaczęłam wcinać buraki, jakieś surówki, barszcz czerwony itp. W II trymestrze na pewno zaczęłam jeść lepiej niż w I.
  13. Waga – od pierwszego ważenia na wizycie w 6 tygodniu ciąży do końca II trymestru przytyłam niecałe 4kg (w międzyczasie waga poleciała mi jeszcze -3kg, więc licząc od tego spadku to około 7kg).
  14. W końcu zaczęłam wyglądać jak ciężarna! Jak to mówię: najpierw wchodzi brzuch, potem wchodzi Asia :D 
  15. Nie chce mi się po nic schylać :<
  16. Wyprawka – ocknęłam się pod koniec II trymestru, zdałam sobie sprawę że już ostatnia prosta i zabrałam się za namiętne zakupy internetowe. Codziennie przyjmuję po kilku kurierów. Wózek wybrałam będąc w Rzeszowie u rodziców. Teraz znoszę namiętnie ubranka, zrobiłam listę wyprawkową i odhaczam kupione rzeczy. Widzę zielone światło, choć tego wszystkiego jest tak dużo, że naprawdę polecam zrobić taką listę – wtedy mamy wszystko pod kontrolą. W razie czego służę pomocną dłonią i mogę podesłać zainteresowanym moją prywatną listę:)
  17. Niedowierzanie – praktycznie codzienne wbijanie sobie do głowy, że tak, chyba jestem w ciąży skoro od 6 miesięcy nie miesiączkuję, a na dodatek rośnie mi brzuch. Poważnie – początkowo jest w to ciężko uwierzyć :) IMG_1231

WIZYTY LEKARSKIE

18 tydzień ciąży: standardowo zostałam zważona (dopiero w 18hbd dobiłam do wagi startowej), ciśnienie. Zrobiliśmy USG pomimo że wskazania medycznego nie było – chcieliśmy poznać na 99% płeć naszego malucha no i podejrzeć co tam u niego. W trakcie USG wyszło że maluszek jest duży, ma długie nogi (po Stasiu :D) i waży +/- 230g. I jest bardzo ruchliwy. Dostałam wyniki cytologii, testu PAPPA. Spadły mi parametry krwi, zaczęła się suplementacja żelazem. Pobrano wymaz z pochwy. Po tygodniu dostałam wyniki – ze względu na obecność gronkowca złocistego, dostałam tygodniową dawkę antybiotyku (Augmentin) + globulki (Pimafucin).

Zlecone badania:

  • morfologia krwi
  • mocz ogólny

21 tydzień ciąży: doba spędzona na patologii ciąży, miałam wykonane USG, KTG, pobrany wymaz z pochwy, morfologia krwi i mocz ogólny. Wszystko było w porządku, po kilkunastu godzinach byłam już w domu.

22 tydzień ciąży: standardowo waga (w końcu zaczęła rosnąć), ciśnienie. Zostało wykonane USG połówkowe, lekarz potwierdził nam dobrobyt naszego malucha, prawidłowy rozwój i to, że wciąż jest tydzień do przodu niż powinien. Waga +/- 610g. Dodatkowo lekarz zrobił zdjęcia 3D, ale z wydrukiem wstrzymaliśmy się do kolejnego USG. Początkowo nie chciałam takich zdjęć, dzieci w 3D wyglądają dla mnie dość dziwnie i kosmicznie, trochę jakby były ulepione z plasteliny. No ale mój mąż chciał, a dodatkowo wyszło że nasz bejb ma nos po mamie, to już w ogóle zostałam pokoanana😀

Zlecone badania:

  • test obciążenia glukozą w 24 – 28 hbd
  • morfologia krwi
  • mocz ogólny

Test OGTT – na test obciążenia glukozą wybrałam się jakoś w 26hbd. Trochę, jak się okazało na wyrost, panikowałam – bałam się że nie zniosę takiej dawki cukru na raz, zwymiotuję i będę chodzić w kółko. Wzięłam ze sobą Stasia, wypiłam na raz (mogłam dodać cytrynę – polecam, wychodzi taka ultra słodka lemoniada) a potem rozmawialiśmy, graliśmy na tablecie i te dwie godziny jakoś tam minęły. Myślę że jakbym poszła sama to byłoby gorzej. A tak to oderwałam myśli od tych wstrętnych mdłości, pomimo że smak lukru miałam przez cały dzień w ustach. Cukrzycy ciężarnych nie mam. Polecam po teście wrócić do domu i iść spać. My mieliśmy tego dnia sporo rzeczy do załatwienia na mieście i niestety byłam wykończona.

SUPLEMENTACJA, LEKI

  • magnez MAX + B6 – bez zmian
  • od 18Hbd – żelazo 2x dziennie
  • NoSpa Max
  • Augmentin + Pimafucin w 20Hbd – przez 7 dni
  • Femibion Natal 2 – bez zmian

IMG_0908

PIELĘGNACJA 

Póki co brak jakiegokolwiek rozstępu. Nie wiem czy to kwestia pielęgnacji czy genów, a może powolnego przybierania na wadze? Sama pielęgnacja sprawia mi jednak dużo frajdy, dlatego nie omijam tego kroku. Wciąż uważam że najlepszym nawilżaczem jest picie dużych ilości wody. Około 16/17 tygodnia ciąży, kiedy brzuszek zaczął mi się minimalnie powiększać, postanowiłam rozejrzeć się za czymś bardzo nawilżającym i tak padło na:

  • Organique Shea BUTTER BODY BALM o zapachu magnolii. Besides, cała magnoliowa seria z Organique kojarzy mi się z moimi i Stasia początkami, ponieważ tuż po tym jak zaczęliśmy być razem, dostałam do niego ten właśnie zestaw. Wracając do masła – wystarczy odrobina rozgrzana w dłoniach aby pokryć cały brzuch. Mamy taki mały wieczorny rytuał masowania brzuszka, od tego 16/17 tygodnia nie było dnia, abym pominęła ten etap.

IMG_1230

  • raz na jakiś czas peelinguje całe ciało, tutaj też w ruch idzie produkt z Organique, dokładnie peeling kozie mleko & liczi, który zostawia skórę niezwykle mięciutką i pięknie pachnącą – cudowne uczucie mleczny-peeling-cukrowy-do-ciala
  • po prysznicu wciąż wcieram w siebie oliwki, raz oliwka Hipp, innym razem oliwka z Rossmanna dla mam. Ostatnie odkrycie – oliwki momme w Super-Pharm. Uwielbiam tę oliwkę, ma o niebo przyjemniejszą konsystencję niż wszystkie wcześniej używane (tylko na noc, dość długo się wchłania w porównaniu z np oliwką dla mam z Rossmanna).

IMG_1780

  • na włosy niezmiennie olej kokosowy i maska bananowa
  • twarz bez zmian, nic konkretnego
  • duuuuuuuuuuużo wody – według mnie to najlepszy nawilżacz od środka:)

I to tyle. Nie wierzę że ten czas tak szybko leci. W razie pytań zapraszam standardowo do komentarzy. Ostatnia część z tej serii dotycząca III trymestru pojawi się najprawdopodobniej już po porodzie. Ściskam, Asia!:)

 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 6 komentarzy

ostatnie dni w zdjęciach

***

Hej. Ostatni tydzień spędziłam na błogim leniuchowaniu u rodziców. Myślę jednak, że to mój ostatni taki wypad do Rzeszowa przed porodem, podróże wcale nie są przyjemnością, są wręcz niewyobrażalnie męczące, zwłaszcza te, które kilometrażowo dobijają do 400. No ale, miałam misję znalezienia pierwszej fury dla maleństwa i chciałam skorzystać z pomocy Mamy, no i udało się – wózek zamówiony, także wyprawka na serio rozpoczęta (pomijając te hm … znoszone namiętnie ubranka, ale to przecież się nie liczy :P). Trochę odpoczęłam, spotkałam się ze znajomymi, zajadałam samymi dobrymi rzeczami z maminej kuchni. Trochę mnie wysuszyło z tęsknoty za moimi chłopakami. No i po tygodniu wróciłam do Białegostoku, żeby osiąść tu na jakiś dłuższy czas.

Mam Wam do polecenia kolejny dobry film pt: Chór, o którym wcześniej nic nie słyszałam, sama nie wiem dlaczego. Historia prosta, ot chłopak z trudnej rodziny, zostaje sam, obdarzony niezwykłym talentem muzycznym. W odpowiednim czasie trafia na odpowiednie osoby. Trochę zbiegów okoliczności doprowadza go na samą górę. Do tego sporo dobrego, dziecięcego chóru. Mnie urzekł, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to kino z najwyżej półki.

IMG_3194Boychoir_Still Boychoir-5

Zapraszam na garstkę zdjęć z ostatnich dni:)

Dziękuję za tak miłe przyjęcie dwóch poprzednich, ślubnych wpisów i za wszystkie miłe słowa, jakie od Was dostaliśmy. Jesteście cudowni, ściskam Asia!:)



IMG_2896

uwielbiam te sukienki z H&M – idealna długość, idealnie dopasowane, idealna cena żeby przeboleć po tym, jak się w przyszłości ponaciągają😀

IMG_2951

grzejemy się z Leonillą w naszym nowym ulubionym punkcie obserwacyjnym : P

IMG_2952 IMG_2965

Ania w Białymstoku : O

IMG_3076 IMG_3079

i podróż, Białystok -> Warszawa -> Rzeszów … 

IMG_3086

w przerwie Green Nero i moja ulubiona kanapka z burakiem, a do tego coś prze-prze-przepysznego, czyli mrożona malinowa herbata! Była obłędna : )

IMG_3089 IMG_3090

i już w samochodzie u Taty, tym razem dobrze znana i pokonywana przez tyle lat trasa Warszawa -> Rzeszów. Gruba książka obowiązkowo, wybrałam Historię Pszczół i bardzo szybko ją pochłonęłam. Podobnie jak czekoladę❤

IMG_3105

u rodziców w lodówce można znaleźć różne smaczne rzeczy, m.in TE LODY. Naprawdę są obłędnie pyszne < 3

IMG_3117

😀

IMG_3123

zdrowo też jem, żeby nie było😀 poniżej pasztet z czerwonej fasolki i suszonych pomidorów/. Generalnie, pewnie jak większość z nas, przez te upały nie mam na nic ochoty, wciskam w siebie praktycznie za każdym razem, bo wiem, że nie żywię w tym wypadku tylko siebie. Moja mama dbała o to, żebym zajadała zdrowe i pełne witamin rzeczy, ciągle robiła mi surówki, zupy, znosiła tony warzyw i owoców. No i jakoś tak egzystuję, ale momentami naprawdę jem na siłę …

IMG_3137IMG_3174

pizzatime:)

IMG_3189

i powrót do Białegostoku.:) droga Rzeszów -> Warszawa spędzona na oglądaniu filmów

88BB44AB-29D5-4215-9B8A-BAEB6AC0FBFD IMG_3216IMG_3209


withi

Opublikowano World hovers around her . | Dodaj komentarz

nasz zwykły-niezwykły ślub, część 2

***

CZĘŚĆ 1 – kkkklik

Hej. Wszystkich, którzy nie czytali jeszcze pierwszej części zapraszam do linku powyżej. Tak jak obiecałam dzisiaj wracam jeszcze na moment do tego dnia z resztą informacji. Poniżej wspomnę m.in o: pozostałych ozdobach, miejscu ślubu i przyjęcia, liczbie gości, cateringu, torcie. Wszystkich zainteresowanych zapraszam do wpisu:)

Po tym wpisie temat naszego ślubu uważam za wyczerpany. Jeżeli mielibyście jakieś pytania to zapraszam do komentarzy. Starałam się pamiętać o wszystkim co najważniejsze. Na samo wspomnienie wciąż mam mokre oczy, ciekawe ile czasu potrzeba żeby zacząć postrzegać ten dzień w nieco mniej wrażliwy sposób? O ile w ogóle to możliwe w moim przypadku … Cieszę się że mogłam się z Wami podzielić chociaż częścią tych emocji.

Pozdrawiam Was ciepło, ściskam Asia:)


  • ozdoby z kwiatów – Pan Młody, świadek i nasi tatusiowie mieli standardowo butonierki. Pani Agata zaproponowała bardzo fajną ozdobę jeżeli chodzi o samochód. Na żelkach zostały przyklejone do niego goździki, wyglądało to tak, jakby ktoś stanął przed samochodem i rozrzucił na niego kwiaty – cudownie! Zero wieńców, zero jakichś dziwnych napisów, świecidełek. Prosto i delikatnie. Na stołach pod namiotem postawiłyśmy na długie róże w pudrowym odcieniu. Były przepiękne! Na nasz stół pani Agata wykonała olbrzymi wieniec, bardzo podobny do mojej wiązanki. 

Asia_i_Stas-16Asia_i_Stas-217IMG_2147Asia_i_Stas-195DSC_0307

  • samochód – nie wypożyczaliśmy samochodu, wykorzystaliśmy tatę : )

Asia_i_Stas-202Asia_i_Stas-8

  • miejsce ślubu – ślub odbył się w parafii mojego męża, w sanktuarium Święta Woda pod Białymstokiem. Ślubu udzielał nam Proboszcz parafii, człowiek, bez którego nigdy w życiu nawet nie pomyślelibyśmy, że można wszystko tak przyśpieszyć. Ślub odbył się na zewnątrz kościoła, w naprawdę pięknych okolicznościach przyrody. Nie mogło być piękniej. Godzina była gorąco, goście mieli do dyspozycji parasolki i zimną wodę prosto ze źródełka obok ołtarza. Za dekoracje odpowiadał kościół, myślę sobie, że tam jest tak pięknie, że nic nie trzeba było dodawać i upiększać.

Asia_i_Stas-61 Asia_i_Stas-78Asia_i_Stas-104 Asia_i_Stas-109Asia_i_Stas-155 Asia_i_Stas-183 Asia_i_Stas-174

  • miejsce przyjęcia – przyjęcie odbyło się w plenerze, czyli tak, jak od zawsze chcieliśmy. Tata mojego męża pracuje w nadleśnictwie, dlatego przyjęcie udało nam się zorganizować w szkółce leśnej Orzechówka pod Białymstokiem. Cały teren był przepiękny, wszędzie zieleń, drzewa. Goście mogli spacerować. W środku obiektu stoi drewniany dom, z którego odchodzi taras (na którym można było tańczyć), a tuż przed nim rozstawiony był spory, biały namiot. Przed domem jest oczko wodne i fontanna, wieczorem w oczku pływały lampiony, na co wpadłam z teściową dwa dni przed ślubem i na totalnej szybkości zamówiłam na allegro. Pomysł bardzo trafiony, goście zaangażowali się w puszczanie tych lampionów, było bardzo klimatycznie. Wszyscy byli zachwyceni, mówili że byli na wielu weselach ale na żadnym nie było aż tak magicznie. Wspaniałe uczucie słyszeć tak wiele miłych słów:)

Asia_i_Stas-193Asia_i_Stas-194Asia_i_Stas-204 Asia_i_Stas-344 Asia_i_Stas-345 Asia_i_Stas-323 Asia_i_Stas-346Asia_i_Stas-269 Asia_i_Stas-387 Asia_i_Stas-394Asia_i_Stas-386 Asia_i_Stas-390 Asia_i_Stas-392 Asia_i_Stas-398

  • pogoda – nie mogło być piękniej! Od dobrych dwóch tygodni bacznie śledziłam pogodę długoterminową (nie tylko ja!), ponieważ u nas, była ona bardzo kluczowa. Dni poprzedzające ślub były bardzo upalne. W naszą sobotę temperatura była idealna +/- 23°C, świeciło słońce, ale towarzyszył temu ciepły delikatny wiatr. Nie było upałów, nie padało. Natomiast już dzień później pogoda zaczęła się diametralnie zmieniać, zrobiło się zimno i brzydko. Także, ktoś chyba wymodlił to wszystko (babcie, a kto!).
  • ilość gości – na przyjęciu było +/- 55 gości. Początkowo chcialiśmy się ze Stasiem zamknąć w 40, jak widać było to mało realne, pomimo że nie mamy jakichś dużych rodzin😀 Wszystkim z całego serca dziękujemy za przybycie!

Asia_i_Stas-241

  • świadkowie – NA MEDAL!❤❤

Asia_i_Stas-215

  • fotograf – przepiękne zdjęcia, które ozdabiają te wpisy, wykonała dla nas Karolina – kkklik. Karolina była z nami od samego początku, od wyjazdu z domu rodziców Stasia, w kościele, później do północy na przyjęciu. Dostaliśmy od niej naprawdę piękne zdjęcia, które będą dla nas niezwykłą pamiątką. Początkowo w ogóle nie chciałam fotografa, z perspektywy czasu dobrze że jednak się zdecydowaliśmy. Kamerzystę, drony i inne ślubne wariactwa odpuściliśmy:) Karola dzięki raz jeszcze!
  • sesja ślubna – wiem że wiele osób decyduje się na takie sesje w inny dzień niż dzień ślubu. U nas nie było to możliwe – nie wyobrażam sobie wyciągać Stasia na taką sesją, ba, samej nie chciałoby mi się po raz drugi stroić, szykować i pozować. Skorzystaliśmy z uroków miejsca, w którym było przyjęcie i zostaliśmy trochę ‚pomęczeni’ przez Karolę😀 Każdy kto ma już ślub za sobą, wie, jak bardzo mięśnie twarzy narzekają i odmawiają współpracy po całym dniu permanentnego uśmiechania się : ) Dla mnie zdjęcia wyszły przepiękne, nasza olbrzymia pamiątka z tamtego dnia:)

Asia_i_Stas-277Asia_i_Stas-281 Asia_i_Stas-286 Asia_i_Stas-296Asia_i_Stas-305

  • muzyka – na przyjęciu czas umilał nam DJ, którego czasami musieliśmy pionizować, ale podsumowując muzyka była taką, jaką chcieliśmy, czyli lata 70-80-90.
  • jedzenie/catering – jedzenie pochodziło z firmy Lech kkklik. Z Lecha pochodziło właściwie wszystko – namiot, zastawa, obrusy, obsługa kelnerska. Za dobór menu zabrały się nasze mamy. Nie chciałam brać tego na siebie, nie znam podlaskiej kuchni, w dodatku nie jem mięsa, więc hm, mogłoby to się skończyć różnie … Jedzenie było rewelacyjne, goście byli zachwyceni. Moja rodzina pochodzi z podkarpacia, więc dodatkowo mogła spróbować lokalnej kuchni. Ponadto mój teść jest myśliwym, nie mogło więc zabraknąć ‚dzikiego stołu’ & grilla😀 Wszystkiego było tak dużo, że cała rodzina wyjechała z porządnymi zapasami żywieniowymi na najbliższe dni. Jeżeli chodzi o ciasta to postawiliśmy na najpyszniejsze serniki na świecie z restauracji Sztuka mięsa (kkklik) oraz na lokalne Marcinki. Sama miałam przez cały dzień zaciśnięty żołądek, pamiętam że zjadłam tylko podwójną porcję kremu z białych warzyw i kawałek tortu ślubnego, to wszystko : )
  • tort – został zamówiony w cukierni Sowa (tutaj wszystkie modele kkklik). Nasz model nazywał się: miłosna rapsodia mały. Jakiś miesiąc wcześniej wybrałam się na degustację z mamą S i wybrałyśmy dwa smaki: 1 piętro – Malinowa Rozkosz, 2 i 3 piętro – ciasteczko Oreo. Tort wszystkim smakował, także Sowa się spisała:)

Asia_i_Stas-367 Asia_i_Stas-372 Asia_i_Stas-375 Asia_i_Stas-376


 

withi

Opublikowano World hovers around her . | 4 komentarzy

once upon a time I was falling in love / nasz zwykły-niezwykły ślub część 1

***

Mała prośba na wstępie – jeżeli temat Was kompletnie nie interesuje, jeżeli życzycie nam źle i chcecie się internetowo wyżyć, proszę od razu – zachowajcie swoje cenne uwagi dla siebie. Naprawdę, NIC totalnie NIC nie zmieni moich emocji związanych z tamtym dniem, nikt a zwłaszcza ktoś internetowo odważny, nie sprawi, że będę zła czy smutna. Staram się przyciągać do siebie ludzi, którzy tak jak ja dla nich, życzą mi dużo dobrego, nie są o nic zazdrośni czy w żaden sposób niekulturalni. Chciałabym aby dalej panowała na tym blogu taka miła atmosfera, stąd mój mały apel. Każdy miał albo ma przed sobą okazję do spędzenia tego wyjątkowego dnia tak, jak sobie wymarzył – nie psujmy tego swoimi gorzkimi słowami. Ja nikogo nie oceniam, sama miałam wizję jak chcę, aby nasz ślub wyglądał, pozostało tylko to spełnić. Jeżeli ktoś zaczerpnie od nas odrobinę inspiracji, będzie mi niezmiernie miło. Zapraszam do wpisu poniżej:)

***

Diabli wiedzą, jak to się skończy. Ważne, że się zaczyna.

– Andrzej Sapkowski

Asia_i_Stas-399

Trzecia nad ranem, budzę się, albo budzi mnie ból w podbrzuszu, sama nie wiem? Nie zasnę, nie dam rady. Najwyższa pora przeczytać co powinnam powiedzieć w Kościele, bo coś się mówi, prawda? Dzień powoli wstaje, za oknem zdążyło się już rozjaśnić. Staram się przymknąć powieki, w końcu wypada być wyspanym. Udaje się, jeszcze na ten jeden moment. Potem wszystko zaczyna się rozpędzać, twarze, nowe twarze, jeszcze więcej nowych twarzy. Uśmiechy zewsząd, pośpiech, pojawia się pierwszy stres. Nie chcę żeby było perfekcyjnie, nie może być, nie powinno tak być. Wszystko musi mieć swoje drobne niedoskonałości, aby zostało docenione. Jest pięknie, słonecznie.

15:00, plac przed Kościołem, Tata prowadzi mnie do ołtarza, słuchamy pięknego kazania skierowanego tylko i wyłącznie do nas, przysięgamy sobie miłość, wierność i uczciwość w promieniach słońca.

17:00, jesteśmy już w szkółce leśnej, zdjęcia, uśmiechy, gratulacje. Czuję zapach Pink Sands, który delikatnie wydobywa się spod białego namiotu, zapraszając wszystkich do środka. Na stołach w pięknych wazonach stoją długie, pudrowe róże. Delikatny, ciepły wiatr otula twarze gości. Jest obok mój Mąż, który trzyma mnie żebym nie upadła, pijana od pozytywnych emocji. Jest moja rodzina, są moi kochani rodzice, dziadkowie, garstka moich przyjaciół. Jest wspaniale, czas tak szybko i niepytany ucieka pomiędzy naszymi palcami. Wszędzie są drzewa, delikatnie kołysane przez czerwcowe, ciepłe powietrze. Dużo pysznego jedzenia i mój permanentnie zaciśnięty żołądek. Goście spacerują, tańczą, rozmawiają. Jest kameralnie, tak jak chcieliśmy. Kochanie, wszystko nam się udało, pomimo że niczego nie planowaliśmy, wyszło tak jak chcieliśmy. Ten dzień będzie mi się kojarzył z nami, tymi wszystkimi uśmiechniętymi twarzami, kompletem najbliższych mi osób, słowami ‚Ja Joanna, biorę Ciebie Stanisławie za męża …‚, przyjemnym, delikatnym zapachem Pink Sands w powietrzu i lampionami pływającymi na wodzie.


I nie, wcale nie jestem romantyczką, nie jestem dziewczyną, która od wielu lat marzyła o tym dniu, zapisywała sukienki na komputerze, planowała, szukała swojego księcia na białym rumaku. Nie wierzę w bajki, chociaż czasami mam wrażenie że jestem w środku jednej z nich. Wiedziałam jednak, że jak już przyjdzie co do czego, jak zdecydujemy się na ślub kościelny, zrobimy to totalnie inaczej niż wszyscy, niż jest to odgórnie ustalone. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na nasze-małe-polskie-przyjęcie, czyli podsumuję ten dzień najobiektywniej jak tylko potrafię. Może a nuż jesteście jeszcze przed i szukacie jakichś inspiracji. Jeżeli tak, najważniejsza moja rada – starajcie się zapamiętać każdą jedną minutę z tego dnia, one tak szybko uciekają. Doceńcie, że każda jedna osoba przyszła tam dla Was, żeby wspólnie cieszyć się z Waszego szczęścia. To jest chyba najbardziej istotne w tym wszystkim. Warto o tym pamiętać.

Jesteśmy ze Stasiem osobami, które w kwestii ślubu zgrały się niemalże idealnie. Jeżeli chodzi o nasze przedślubne założenia, była ich tylko garstka:

  • nigdy nie chcieliśmy mieć wesela, po prostu nie czujemy tych klimatów (powiem Wam cicho, że przez głowę przewijał nam się pomysł wzięcia ślubu tylko w obecności Księdza i świadków, a tylko dzięki mnie nie doszło to do skutku – chyba nie chciałabym spędzić tego dnia bez moich rodziców)
  • kolejne co wiedzieliśmy to to, że chcemy zrobić małe przyjęcie dla najbliższej rodziny – początkowo miało być +/- 40 osób, suma summarum było nieco więcej, niecałe 60 (wspomnę o tym w drugiej części)
  • ostatnia sprawa – nie chcieliśmy robić przyjęcia na żadnej sali, never ever. Ustaliliśmy dawno temu: albo robimy przyjęcie na świeżym powietrzu w plenerze, albo nigdzie:)

Jeżeli chodzi o moje przedślubne założenia:

  • od zawsze wiedziałam że chcę mieć krótką suknię
  • kwiaty we włosach
  • Tato, który prowadzi mnie do ołtarza
  • zapach Yankee Candle – Pink Sands na stołach
  • długie, pudrowe róże na stołach

Postaram się w dwóch wpisach podsumować ten cały dzień najlepiej jak tylko potrafię. Podzielę się z Wami namiarami na osoby, które pomogły nam domknąć to wszystko na ostatni guzik. Dzisiaj napiszę trochę o przygotowaniach, moim wyglądzie, wiązance ślubnej. W drugim wpisie przybliżę Wam pozostałe ozdoby, miejsce ślubu, przyjęcia, napiszę o jedzeniu, muzyce, torcie, liczbie goście itd. W razie pytań piszcie:)

  • zaproszenia & winietki – tuż po tym, jak wybraliśmy termin ślubu, zabrałam się za zamawianie zaproszeń & winietek na stoły. Nie pamiętam jak, ale trafiłam kiedyś na stronę www.paperstory.pl która ma w swojej ofercie przepiękne, unikatowe zaproszenia. Jako że nasze przyjęcie było w lesie, a dodatkowo bardzo lubimy rustykalne klimaty, postawiliśmy na zaproszenia właśnie o nazwie rustykalne. Zaproszenia były piękne, niepozorne, ale piękne. Bardzo proste, zero kokardek, wstążeczek, cukru. Winietki, zważywszy na grubość papieru, nie mogły być klasyczne składane. Wymyśliłam że zamówię w wersji na szpilce i każdą włożę do Tiki-Taka albo Kasztanka. Pomysł się sprawdził, wyglądało to super! Obsługa w sklepie fachowa i cierpliwa, wszystko przebiegało bardzo szybko i po naszej myśli. Sklep jak najbardziej polecam:)

Zaproszenia:

IMG_0913 IMG_0917 IMG_0918 IMG_0924 IMG_0927

Winietki:

Asia_i_Stas-196

  • obrączki – jakimś cudem udało mi się wyciągnąć Stasia na wybór obrączek, chociaż było ciężko😀 Od początku namawiał mnie na zrobienie sobie tatuażu, twierdząc że nie przyzwyczai się do noszenia pierścionka😀 Ja z kolei nie wyobrażałam sobie żeby było inaczej. Poszliśmy do złotnika, który ma swój lokal na Rynku w Białymstoku, tuż obok pubu Sherlock Holmes i który wykonywał obrączki na ślub rodziców Stasia. Wybraliśmy takie, które podobały się nam najbardziej, czyli połączenie białego i żółtego złota. Moja dodatkowo ma mały diamencik na środku. Postawiliśmy też na grawer wewnątrz obrączek.

1 IMG_2359

  • fryzura – w internecie znalazłam namiary na Adriana Własiuka, który tak jak ja, jest zwolennikiem luźnych, delikatnych upięć. Udało mi się do niego jakimś cudem zapisać miesiąc przed terminem ślubu. Tydzień przed ślubem poszłam na fryzurę próbną, zrobiliśmy delikatne fale (od początku założyłam że do mojej sukienki najlepiej będą pasować włosy rozpuszczone). Druga fryzura jaką mi zaproponował to kłos, baaardzo gruby i bardzo efektowny. Adrian powiedział że nigdy w życiu nie uzyskał jeszcze takiej grubości kłosa bez użycia sztucznych włosów😀 Suma summarum zdecydowałam się na wersję pierwszą, czyli rozpuszczone, delikatne fale, oraz dwa kłosy idące od twarzy, w które wpleciona była gipsówka. Fryzura dała radę, fale nie poddały się grawitacji (co w moim przypadku graniczy z cudem). Adriana bardzo polecam, niestety można się do niego umawiać już tylko w Warszawie. Namiary: kkkklik.

Próbna:

IMG_1389 IMG_1415

Ślubna:

fryzuragipsówka nie przeżyła uścisków😀

Asia_i_Stas-35

  • makijaż – i znowu udało mi się jakimś cudem znaleźć termin u Martyny – kkklik – na … 2 tygodnie przed ślubem, jakoś tak. Początkowo myślałam że pomaluję się sama, jako że wiem w jakim makijażu siebie lubię, chciałam wyglądać tak, jak każdego jednego dnia. Nic mocnego, nic co zrobiłoby ze mnie kogoś zupełnie innego. Bałam się jednak, że będę się stresować i nawet rzęs nie uda mi się pomalować. Tak trafiłam do Martyny na próbny makijaż, a to co mi zaproponowała bardzo mi się spodobało. Makijaż był delikatny, miałam doklejone kępki, żeby spojrzenie było pełniejsze. Na ustach miałam delikatny kolor, oczy były nieco bardziej podkreślone, podobnie policzki. Makijaż trzymał się cały dzień i noc. 
  • manicure – dzień przed ślubem wybrałam się do Imago – kkkklik na manicure hybrydowy. Jako że jestem w ciąży, moje paznokcie do tej pory niepokonane i twarde jak kamień, łamią się jak zapałki w połowie. Asia uratowała sytuację. Zdecydowałam się ostatecznie na delikatny, pudrowy róż na paznokciach. Początkowo chciałam jakieś różowe ombre, ale stwierdziłam że pójdę w klasykę.

IMG_2113

  • suknia ślubna – na początku kwietnia, kiedy zdecydowaliśmy się na ślub, poszłam z moją świadkową-przyjaciółką Klaudyną do salonu, w którym był największy wybór krótkich sukienek. Powiem Wam, że Białystok to zagłębie, jeżeli chodzi o suknie, także jak macie niedaleko to polecam na tournee właśnie tu. Salon który wybrałam to Catherine na ulicy Lipowej 17. Trafiłam tam na CUDOWNĄ panią Anię i Kasię, obie były po prostu wspaniałe. Suknię wybrałam w 30 minut (serio), zmierzyłam pięć (w tym jedną długą, tak żeby zobaczyć czy słusznie szłam w krótkie) i to trzecia była tą, na którą się zdecydowałam. Obsługa w tym salonie była rewelacyjna, przy odbiorze sukni długo dziękowałam pani Ani za wspaniałą obsługę, po ślubie poszłam do nich na pogawędki. Na samą myśl o tym czasie mam mokre oczy. Wiadomo że wybór sukni jest ważny chyba dla każdej kobiety, jednak ja jestem z tych dziewczyn, które nawet w tej kwestii mają głowę na karku. Szybki wybór, atrakcyjna cena, fakt, że miałam szukanie i wybieranie odhaczone, było pierwszym małym krokiem do przodu. Później miałam chyba cztery miary, zważywszy że jestem w ciąży i z tygodnia na tydzień moje wymiary ulegały zmianom. Moja suknia była od polskiej projektantki Julii Gastoł, która ma swoją pracownię pod Warszawą. Była prosta, skromna, cała z delikatnej i eleganckiej koronki, w białym (ale nie takim rażącym) kolorze. Góra była dopasowana, a dół rozkloszowany. Krawcowa zrobiła mi sporo luzu w talii, tak, że przez cały dzień czułam się wygodnie i komfortowo.

Przymiarki:

IMG_1058 IMG_1065

Dzień ślubu:

Asia_i_Stas-286 Asia_i_Stas-296 Asia_i_Stas-209

  • buty – jednego dnia, czekając na Stasia, poszłam do Ryłko, wybrałam, zmierzyłam i kupiłam. Szukałam butów w kolorze pudrowego różu, na niewielkim obcasie, takich, jakie będę mogła w przyszłości wykorzystywać. I znalazłam. W dodatku mój model miał ciekawe wycięcie z przodu, które dodatkowo wydłuża nogi. Jak macie szukanie butów przed sobą to polecam właśnie Ryłko – mają tam naprawdę olbrzymią kolekcję ślubną:)

IMG_0902 IMG_0903 IMG_0906

  • perfumy – wszystko intuicyjnie zapamiętuję nosem. Jak mnie znacie, wiecie doskonale jak perfumy, zapachy są dla mnie ważne. Wiedziałam że chcę, aby ten dzień kojarzył mi się wyjątkowo. Dlatego wiedziałam, że będę w dniu ślubu pachniała zapachem Givenchy Ange ou Demon – Le secret. Piękny, delikatny zapach. Znałam go już od wielu lat, zawsze jednak to cena skutecznie mnie odstraszała.

IMG_1698

  • biżuteria – dzień przed ślubem wybrałam się z mamą na szybciocha do Apartu i tam znalazłam kolczyki, takie jak chciałam. Powiem Wam że noszę je od 4 czerwca cały czas, w ogóle nie ściągam. Myślałam że nigdy nie przekonam się do wiszących kolczyków, a tu proszę. Do tego miałam pierścionek zaręczynowy i moją bransoletkę z YESa, której również nie ściągam od dnia, kiedy ją dostałam.

kolczyki IMG_2157

  • wiązanka ślubna – osobą odpowiedzialną za przygotowanie wiązanek i wszystkich ozdób zawierających kwiaty, była przemiła pani Agata, znajoma mojej teściowej. Zrozumiałyśmy się od razu. Wiedziałam że ma ona wyglądać tak, jakby była świeżo zerwana z pola. Chciałam, aby była większa (nie podobają mi się takie małe kuleczki), o nieregularnych kształtach. Nie chciałam w niej żadnych świecidełek, perełek, wstążeczek, nic z tych rzeczy. Miała być w pudrowo różowych kolorach. Postawiłyśmy na różowe gerbery, eustomę, róże i dodatki, m.in gipsówkę, którą miałam we włosach. Bardzo chciałam piwonie, uwielbiam te kwiaty, niestety bardzo ciężko było je wtedy dostać, jako że w Polsce nie było jeszcze na nie sezonu. Zastąpiłyśmy je właśnie gerberami. Uchwyt zrobiony był z liścia, czyli udało się nie używać niczego sztucznego. Kwiaty były dłuższe, dzięki czemu wiązanka dodatkowo nieświadomie trochę mnie wyciągnęła. Świadkowa miała identyczną, tylko nieco mniejszą.

Asia_i_Stas-4 Asia_i_Stas-10 Asia_i_Stas-34Asia_i_Stas-45 Asia_i_Stas-83

  • zapach ślubu – jak już wcześniej pisałam, wiedziałam że postawię na mój ulubiony zapach Yankee czyli Pink Sands. Na naszym stole stała duża świeca, na pozostałych stołach były samplery w malutkich koszyczkach. Pomimo że ślub był na zewnątrz, zapach był bardzo wyczuwalny, a tym samym nienachalny. Wszyscy posiadacze dużych świec z Yankee Candle wiedzą, jak mocne są te zapachy. U nas zapach delikatnie unosił się w powietrzu, ale nie było go tym samym zbyt dużo.

IMG_0774


I to tyle na dzisiaj. Zapraszam za jakiś czas na drugą część. Powiem Wam że cudownie jest móc się cofnąć w czasie do tego dnia. Nigdy go nie zapomnę.

Ściskam, Asia!


withi

Opublikowano World hovers around her . | 11 komentarzy

I could really use a wish right now / Sufrażystka, małe zmiany w mieszkanku

***

Hej. Trochę minęło od ostatniego wpisu. Zostałam brutalnie pokonana przez ostatnie upały +30°C, leżenie z wywalonym językiem i picie minimum 3-4 litrów wody dziennie to była ostatnio moja codzienność. W międzyczasie wylądowałam na dobę w szpitalu, ozdobiliśmy w końcu nasz balkon w ikeowskie mebelki, odwiedziliśmy Warszawę. Zrobiłam też swój drugi mani hybrydowy, który wyszedł całkiem całkiem. W końcu przytyłam 2 kg😀 i obejrzałam dwa godne polecenia filmy. Ale o tym poniżej:)

Niedługo wskakujemy w III trymestr, więc za jakiś czas pojawi się podsumowanie tego drugiego, niby najlepszego. Wszystko u nas pod tym względem dobrze, maluszek rośnie jak na drożdżach, kopie mamę jak zawodowy bokser i zaczyna przemieszczać się po brzuchu tak, że jest to widoczne na zewnątrz. Mogę tak leżeć godzinami i wpatrywać się w swój brzuch.

Po pięciu miesiącach od drugiej operacji mój leniwy kocur Leon postanowił w końcu samodzielnie oderwać się od podłogi i zaczął wskakiwać na jakieś jakieś tam wysokości, czy na kanapę:) Uraz chyba minął, blokada w głowie zniknęła, to takie fajne uczucie widzieć to wszystko. Ćwiczyliśmy z nim, rehabilitowaliśmy i mamy efekty. Musiałam to tu odnotować : P

Chciałabym polecić Wam film pt Sufrażystka. Film stosunkowo świeży bo z zeszłego roku. Patrząc na oceny na Filmwebie baaaardzo niedoceniany. Na faktach, czyli tak jak lubię najbardziej. Opowiada historię brytyjskich kobiet, które na początku dwudziestego wieku walczyły o swoje podstawowe prawa, m.in o prawo do głosowania. Kolejny film z cyklu: dobrze żyć w dzisiejszych czasach. Naprawdę. Kobiety były wtedy nikim. Nie miały praw do niczego, nawet do opieki nad urodzonymi przez siebie dziećmi. Były mieszane z błotem na każdym kroku, bite, gwałcone, obrażane. Garstka z nich postanowiła doprowadzić do buntu, pokazać, że niczym nie odbiegają od mężczyzn. Film naprawdę gra na emocjach, budzi wiele niesmaku, momentami ciężko patrzeć, ciężko uwierzyć. Dla mnie mocne, dobre kino. Helena Bonham Carter w końcu w mało upiornej roli:)

Ściskam Was mocno, trzymajcie się, Asia:)


No other thing that’s as precious to / than a heart that feel and a heart that’s true !


Garstka zdjęć z ostatnich dwóch tygodni:

IMG_2379 D999DEE9-A2E0-4E88-9973-17742AFBED15 IMG_2718

wycieczka nad jezioro, Leon na wybiegu : D

IMG_2399 IMG_2400 IMG_2405

kilka małych zmian w mieszkanku; powiesiliśmy w końcu naszą ślubną karykaturę, ozdobiliśmy trochę balkon w meble, więc jest na czym siedzieć, a nawet leżeć! : O Jeszcze chcemy obok powiesić taki wiszący fotel, ewentualnie jak się nie uda to dokupimy jeden taki sam narożnik. Te mebelki pochodzą z Ikei:)

IMG_2837 IMG_2847 IMG_2862

pizza time 

IMG_2572

uwielbiam te żele❤

IMG_2573

revlon colorstay w końcu z pompką : O myślałam że nie dożyję tej chwili …

IMG_2574

tarta truskawkowo-malinowa❤

IMG_2642 IMG_2647

drugi samodzielny mani, użyłam Calm Sea z NeoNail i Silver Dust z Semilacka

IMG_2684 IMG_2838 IMG_2839

w Ikei zawsze klopsiki wegańskie❤ obojętnie czy miejsce w brzuchu jest czy nie ma

IMG_2842

Krowarzywa też odwiedzone, żaden strajk nie zmieni mojego zachwytu do tych burgerków. Każdy kij ma dwa końce, nie mi się wypowiadać czy wierzę pracownikom czy właścicielom. Mało mnie to obchodzi, czytam sobie te doniesienia, a mimo wszystko na samą myśl cieknie mi ślinka, więc tyle : )

IMG_2845

poranki z moich ochroniarzem

IMG_2692IMG_2841

trochę włosowych nowości – czereśniowa maska, spray do rozczesywania i to cudo z Batiste. Suchych szamponów nie lubię i nie używam, moje włosy są po nich szorstkie, matowe i wyglądają na niemyte od tygodnia, więc efekt odwrotny. Natomiast to cudo złowiłam przypadkiem w Rossmannie – fajna sprawa, używam żeby dodać tej obiecywanej plastyczności, bo na objętości mi nie należy. Włosy po nim pięknie pachną, ładnie się układają, są miłe w dotyku. Widziałam że w tej serii stylist są trzy produkty – na pewno niedługo wszystkie przetestuję:)


withi

Opublikowano World hovers around her . | 2 komentarzy

nobody sees, nobody knows / jestem żoną?

***

Ktoś zapyta, pewnie taaaaaak dużo się zmieniło, obrót życia o 180stopni co? No właśnie nie, w zasadzie to nic się nie zmieniło poza obrączką na serdecznym palcu prawej ręki. Dalej kochamy się tak samo, dokuczamy sobie bez zmian, śmiejemy się z tych samych rzeczy, kłócimy i godzimy jak wcześniej. Robimy te same rzeczy, mieszkamy w tym samym miejscu. Mówimy do siebie w tej sam sposób, darzymy się tym samym szacunkiem. Ale to takie przyjemne uczucie, to wszystko, te ostatnie dni. Takie dobitne przypieczętowanie wszystkiego.

Cały ten okres od pierwszej soboty miesiąca minął i bardzo szybko i jakoś tak, dziwnie? Na początku płakałam całymi dniami, głównie z powodu wyjazdu rodziny, rodziców i tego, że ten dzień minął tak szybko. Nie potrafiłam wrócić do rzeczywistości, miałam się podobno uczyć na ostatni egzamin z anestezjologii, a ja snułam się od ściany do ściany i wąchałam kwiatki. Dalej nie mogę przyzwyczaić się do myśli, że mam nowe nazwisko, chociaż w urzędzie po dłuższej chwili w końcu na nie zareagowałam. Ciężko się ocknąć, w ogóle ciężko być kobietą. Faceci jakoś tak prześlizgują się przez to wszystko, ot spoko fajnie, ale wracać do roboty trzeba. A my takie melancholijne, snujące się romantyczki od siedmiu boleści – filmów się naoglądały, a potem wzruszone i płaczliwe. Nie byłam taka, zwalam wszystko na hormony – mam w końcu do tego prawo😀

W międzyczasie dalej ratujemy świat przed epidemią – czyli Pandemic Legacy całymi nocami. Gramy gramy, a potem nieprzytomni śpimy do rana. Co do tej gry to taka ciekawostka – jest to jedyna znana mi póki co gra planszowa, w której należy podrzeć karty, naklejać naklejki na planszę i po 12 miesiącach (w grze) wyrzucić 200zł do kosza😀 Ale za to ile emocji, ile nieprzespanych nocy, ile zjedzonych orzeszków ziemnych! Mamy też nową grę, która waży chyba tonę, ma największą ilość dodatków i bardo dobre recenzje – Kawerna ROLNICY Z JASKIŃ. Póki co czeka w kolejce, a grubość instrukcji mówi sama za siebie – to nie będzie raz dwa i gramy ; )

IMG_2190

świat w maju ponownie uratowany : D mission: (almost) complete

IMG_2198

I Kawerna:

Ściskam, Asia :*


Nobody sees, nobody knows
We are a secret, can’t be exposed

Put two and to-gether, for-ever
Wi’ll never change, two and to-gether
Wi’ll never change

 

Garstka zdjęć:

zupka ogórkowa❤

IMG_2210

jadę z moją dzisiejszą zdobyczą😀

IMG_2329 IMG_2335 IMG_2344

taadam, moje pierwsze mani hybrydowe, trochę się namęczyłam, nie jest tak perfekcyjnie jak w salonie (patrząc na manikiurzystki zawsze wydawało mi się to takie banalne …) ale practice makes perfect. Najgorsze było ściąganie poprzednich hybryd – nie mam jeszcze takiego wyczucia, nie wiedziałam czy zdrapuję lakier, czy może już płytkę … No ale to się jeszcze dopracuje:)

IMG_2359

taki piękny widok

IMG_2246

zaciągnęłam S na najlepsze sałatki w mieście – tym razem wzięłam z łososiem (Ratuszowy)

IMG_2256

sukienka – Dorothy Perkins Maternity

IMG_2298IMG_2279 IMG_2299 IMG_2300

wcinam codziennie – maliny, truskawki, borówki, rodzynki, orzechy + jogurt naturalny

IMG_1785

w Gallo Nero bez zmian:)

IMG_2176 IMG_2186IMG_2328 IMG_2326 IMG_2193

withi

Opublikowano World hovers around her . | 9 komentarzy

I trymestr ciąży oczami młodej położnej

***

Jak to jest być w ciąży i być równocześnie położną? Sama dla siebie, do teczki swoich doświadczeń wkładam ten wpis i mam przy tym cichą nadzieję, że przyda się on którejś z Was. Bo powiem Wam, że o ile po tych wszystkich latach spędzonych w położniczo-ginekologicznych książkach wiedzę mam sporą, tak jeżeli same jesteśmy w danej sytuacji, wiedza ta, jakoś ukradkiem i niepytana – wychodzi i zostajemy na polu walki same. Przynajmniej momentami.

Przecież wiedziałam co mnie czeka, wiedziałam jakie są wczesne objawy ciąży, jakie objawy są charakterystyczne dla I trymestru. I co? I każdy z nich witałam ze strachem i myślami: co sie dzieje? to dobrze, źle, czy śmiertelnie źle? Szukałam wielu potwierdzeń głównie w książkach, jak już dotarło do mnie (przynajmniej w jakimś małym %) że chyba faktycznie rozwija się we mnie nowe życie, zaczęłam śledzić blogi internetowych mam i tam szukać odpowiedzi na moje pytania. Jak dalej miałam wątpliwości – dzwoniłam do moich koleżanek położnych, w końcu to olbrzymi plus skończonego położnictwa. No i dalej mam je obok siebie, więc gdy wciąż pewne fakty nie docierały do mojego omotanego hormonami mózgu, dręczyłam je w trakcie zajęć. Ok, tak fatalnie nie było, ale myślę, że takie wpisy na pewno posłużą jakieś przyszłej mamie, która przypomni sobie kiedyś o mnie, wejdzie tu i po przeczytaniu – będzie spokojniejsza. Bo powiem Wam, że jestem książkowym pierwszym trymestrem – miałam praktycznie wszystkie z możliwych objawów. No to do dzieła. I zanim przejdziecie dalej dodam – nie zrażajcie się, w II trymestrze naprawdę można odetchnąć:)

IMG_0856

Jak to się zaczęło? Nie będę pisać o tym, jak dowiedzieliśmy się że będziemy rodzicami – to nasza prywatna sprawa i myślę, że każda para przeżywa tę informację na swój sposób, w zależności czy ciąża była planowana, czy zjawiła się w dość nieoczekiwanym momencie. Cały tydzień poprzedzający wykonanie kilku testów, a tym samym potwierdzenie tego błogosławionego stanu, czułam się fatalnie – codzienne poranne uderzenia gorąca, które tłumaczyłam sobie wstawaniem na zajęcia i dość intensywnymi treningami, oraz zawroty głowy. Po wykonaniu testów wszystko nabrało tempa, nie wiem, czy to świadomość, czy też podświadomość, ale powiem Wam, że do tej pory dumam sobie, jak to jest, że ciało kobiety znosi tak wiele w imię czegoś tak ważnego jak przedłużenie gatunku i wydanie potomstwa na świat.

Na początku napiszę Wam słówko o moich objawach w trakcie I trymestru, potem trochę o wizytach lekarskich, zleconych badaniach, suplementacji i nieco o pielęgnacji ciała. W razie pytań piszcie śmiało:)

OBJAWY

  1. Poranne i wieczorne mdłości – o ciąży dowiedziałam się w 6 tygodniu. Mniej więcej od tego momentu zaczęły dręczyć mnie początkowo tylko poranne mdłości. Trwało to mniej więcej do końca pierwszego trymestru. W tamtym okresie miałam praktycznie codziennie zajęcia na 8/9 rano. Praktycznie na większości z nich nie byłam … Moje poranki wyglądały tak: budzę się, leżę godzinę w łóżku jak roślina, Staś przynosi mi wodę do picia, dalej leżę, po godzinie zaczynam się zwlekać z łóżka, kolejną godzinę dreptam po domu, dopiero po tym czasie znajduję w sobie odwagę na kanapkę z masłem i miodem. Pod koniec pierwszego trymestru do połowy drugiego zaczęły dręczyć mnie wieczorne mdłości – po godzinie 17 nie byłam w stanie już nic przełknąć, a myśl o jedzeniu powodowała odruch wymiotny. Co pomagało? Plusssz wypijany rano i Prevomit – o tym będzie więcej w sumplementacji niżej :) morning-sickness
  2. Wiecznie pełny pęcherz – męczy mnie do teraz. Pobudki w nocy minimum dwa razy. Nauczyłam się już drogi do łazienki z zamkniętymi oczami, robię to jak w transie.
  3. Pragnienie – bardzo dużo wody, wody … więcej wody! Codziennie dobijałam do 3 litrów, ba, wciąż piję bardzo dużo. 6litrowe baniaki to w naszym mieszkaniu kwestia max dwóch dni.
  4. Zwiększona wydzielina z dróg rodnych
  5. Wrażliwość i powiększenie się piersi – głównie na początku,rozmiar w górę, każde dotknięcie – ból. Zakładanie biustonosza – ból. Spanie na brzuchu – ból. Generalnie, z dala od piersi😀
  6. Wymioty – a no właśnie, w filmach kobiety w ciąży wymiotują praktycznie od rana do wieczora. W prawdziwym świecie mało jest chyba takich, większość ma tylko mdłości i ewentualne odruchy wymiotne, ale nie doświadcza wymiotowania samego w sobie. Powiem Wam że mi się zdarzyło, góra pięć razy ;)
  7. Bóle głowy – nie wiedziałam co się dzieje. Jestem osobą, której nigdy nie dokuczały jakieś częste bóle głowy, nie pamiętam, kiedy ostatnio brałam coś przeciwbólowego z tego powodu. I właśnie podobno takie osoby w ciąży odczuwają te bóle dużo intensywniej, niż osoby, które nie wychodziły z domu bez paracetamolu. Koszmarny ból. Wiercenie w głowie, głównie dwa punkty nad brwiami. Leżałam i nie wiedziałam co się dzieje. Tak było na początku I trymestru i II trymestru, kiedy gwałtownie zmieniała się pogoda.
  8. Brak apetytu, spadek wagi, jedzenie wybiórczych pokarmów – cały pierwszy trymestr przeleciałam na -4kg na wadze od wagi wyjściowej. I to nie tak, że nic nie jadłam. Był może tydzień, góra dwa, kiedy faktycznie jadłam mało, ponieważ nie mogłam nic przełknąć. Natomiast po tym okresie zaczęłam jeść jak nie ja – codzienny dylemat w sklepie przed półką ze słodyczami, dziwne zachcianki o dziwnych porach dnia typu: Staś mam ochotę na frytki i żelki, idziemy do sklepu? Nie jadłam niczego zdrowego, czy też konkretnego, no, poza miodem i serkiem wiejskim. Wcinałam mnóstwo pomarańczy, na początku w ogóle jadłam dużo owoców: kiwi, cytrusy, winogrona, banany. No i chleb – były dni, kiedy żyłam tylko na chlebie, nie wiem ile bochenków wciągnęłam przez I trymestr, ale 6-9 kanapek dziennie to wchodziło minimum:) W moim mniemaniu jadłam dużo gorzej niż przed ciążą, kiedy intensywnie biegałam i patrzyłam na to co jem. I ta pizzaaaa … A mimo wszystko nie tyłam. Myślałam sobie: co jest? mały Zarodek nie urośnie? A z tyłu głowy miałam swoją wiedzę, że tak może być, albo tak po prostu musi być i kropka.
  9. Brak energii, wyczerpanie, zaleganie w łóżku – szłam spać o 20, wstawałam o tej 7, do 9 łapałam energię, szłam na jedne zajęcia, wracałam o 12 i hop do łóżka. Budziłam się o 17, trochę pochodziłam i o 20 do spania. I tak dzień w dzień. Koczowałam w łóżku, jadłam w łóżku, kołdra to był mój największy przyjaciel. Trochę jak nie ja :) 6
  10. Dziwne sny – typu … karmię bliźniaki piersią; rodzę; rodzę a Staś stoi w korku i nie może dojechać; rodzę, jest zatrzymanie porodu, wiozą mnie na cięcie i tym podobne … pranie mózgu all day&all night
  11. Wrażliwość na zapachy – wtedy Staś dziwnie pachniał, ludzie w autobusach śmierdzieli kiełbasami, otwieranie lodówki to był koszmar. Nic nie gotowałam, jadłam tylko gotowe produkty. Ba, moje ukochane La vie est belle było nie-do-zniesienia : O
  12. Nocne skurcze brzucha – powiem Wam, że to jest dla mnie najmniej przyjemne wspomnienie pierwszego trymestru .. Nie wiem jak Wam to najdokładniej opisać. Wyobraźcie sobie te paskudne, budzące w nocy, skurcze łydek, kiedy leżycie jak kłody i modlicie się o to, żeby ból w końcu minął. Pewnie każdy z Was tego doświadczył. A teraz przenieście ten ból na brzuch, na macicę. K-o-s-z-m-a-r. Kilka razy taki ból wyrwał mnie w środku nocy, +/- o 3 godzinie. Od tamtego czasu już nie spałam, snułam się po mieszkaniu, oglądałam fryzury ślubne i tak egzystowałam do rana.
  13. Bezsenność – i to mnie dopadło, ale właśnie wtedy, kiedy byłam brutalnie obudzona przez te skurcze. Tak to raczej szybko wieczorem zasypiałam i przesypiałam spokojnie noc do +/ 6/7.
  14. Wahanie nastroju – kilka razy Staś mi powiedział że się o mnie boi, jak wracał z pracy a ja siedziałam na kanapie, tępo wpatrując się w ścianę, gadając przy tym jakieś brednie. Nieco creepy.
  15. Wrażliwość i płaczliwość – do teraz mnie to trzyma, płaczę codziennie, bo np: zapiekanka nie wyszła, boli mnie brzuch, nie ma siły, boję się przyszłości, oglądam film o tematyce ciążowej i tak dalej …
  16. Szybki wzrost włosów – na całym dosłownie ciele, nie wiem tylko jak z włosami na głowie, tutaj ciężko stwierdzić, ponieważ ich nie depiluję:) w drugim trymestrze było już na odwrót – praktycznie minimalny wzrost włosów.
  17. Powiększenie brzucha? – w pierwszym trymestrze wyglądałam jak przed ciążą, co więcej – wszystkie spodnie spadały mi z pupy. Brzuszek pojawił się tak naprawdę w 14 tygodniu i początkowo czułam go tylko wieczorami jak leżałam – uczucie, jakbym się solidnie najadła na jakimś weselu:)
  18. Aktywność fizyczna – lekarz powiedział kategoryczne NIE, jak zapytałam czy mogę kontynuować bieganie. I znowu – mam swoją wiedzę, wiem, że można biegać, oczywiście nie maratony czy 1/2maratony, ale 5km tylko dla zdrowia kontrolując tętno. Ale w momencie kiedy lekarz mi to powiedział, moje ciało samo zaprotestowało gdy po kilku dniach, zwarta i gotowa, ubrana w sportowe ciuszki, miałam zamiar wyjść i pobiegać. Inna sprawa to taka, że w pierwszym trymestrze naprawdę nie miałam siły na nic. Pod koniec, jakoś około 10 tygodnia, zaczęłam jeździć na rowerze. A poza tym to bardzo dużo chodzę, nogi to mój ulubiony środek transportu. Więc na pewno nie osiadłam w domu:)
  19. Stan skóry, włosy, paznokcie – nie zauważyłam jakiego znacznego pogorszenia. Cera dalej jest ładna, czasami wyskoczy mi jakiś pojedynczy wyprysk. Co zauważyłam to dziwna, drobna wysypka na plecach i ramionach. Jeżeli chodzi o włosy – powinny się zagęścić, ja jednak nie jestem w stanie tego odnotować, jako że włosów zawsze u mnie sporo na głowie. Wypada ich tyle samo co przed ciążą, czyli dużo. Ale w objętości nie widzę różnicy. Co do paznokci – początkowo były bardzo łamliwe, bliżej II trymestru jest już po staremu.

Tak sobie myślę, że wygląda to wszystko nieco przerażająco. Ale nie martwcie się, to mija. Wraz z początkiem II trymestru jest już tylko lepiej. Wiem też, że są kobiety, które mają z tych objawów, dwa, góra trzy. Są i takie, które mają wszystkie, jak np ja. Pisałam Wam już w jakimś poście, że chyba tak po prostu musiało być. Nie ma sensu się nad tym głębiej zastanawiać, ja wmawiałam sobie, że moje dziecko w tym momencie rośnie, że moja macica się powiększa i stwarza mu odpowiednie warunki do życia. Tak mi było łatwiej.

Były też piękne momenty pierwszego trymestru. O ile nie byłam w pełni świadoma swojego stanu, momentami nie wierzyłam że jestem w ciąży, że to nasze dziecko, tak kilkukrotne USG, słyszenie serduszka, dobitnie uświadamiało mnie o tym, jaka jest rzeczywistość.

WIZYTY LEKARSKIE

6 tydzień – poszliśmy potwierdzić ciążę, wykonano mi wówczas USG dopochwowe, na wielkim ekranie zobaczyłam pikające serduszko i usłyszałam: jest Pani w ciąży, gratuluję, bardzo ładnie:) Wtedy też zostałam zważona, zmierzona, zmierzono mi ciśnienie. Pobrano krew na grupę krwi, zlecono badania:

  • morfologia krwi
  • mocz ogólny
  • glukoza
  • WR – odczyn Wassermana
  • toksoplazmoza IgM, IgG
  • różycza IgM, IgG
  • CMV IgM, IgG

W międzyczasie, w 10 tygodniu – wizyta na pogotowiu, tu kolejne USG, zapewnienie że wszystko jest dobrze, rozpoczęcie przyjmowania Duphastonu i No-Spy w dużej ilości.

12/13 tydzień – kolejna wizyta, kolejne USG tym razem prenatalne. USG trwało dobre 25 minut, lekarz sprawdził czy maluch rozwija się prawidłowo, zobaczyliśmy wyrostek płciowy, który częściowo powiedział nam jakiej płci jest nasz maluch, ale na 99%towe potwierdzenie poczekaliśmy do kolejnego USG. Została pobrana mi krew na test PAPPA – nieinwazyjne badanie prenatalne. Znowu ważenie, ciśnienie. Założono kartę ciąży. Wykonano badanie cytologiczne.

Zlecone badania:

  • morfologia krwi
  • mocz ogólny
  • żelazo
  • Aspat, Alat
  • HBS Ag

Łącznie w I trymestrze miałam wykonane 5 badań USG (2 prywatnie, 3 NFZ).


SUPLEMENTACJA, LEKI

  • kwas foliowy – początkowo brałam ActiFolin 0,8mg:

1

  • magnez + wit B6:

3.png

  • później Femibion Natal 1:

4

  • No-Spa / No-Spa Max – początkowo kiedy bolał mnie brzuch, po wizycie na pogotowiu codziennie rano + czasami wieczorem:

IMG_0909

  • Duphaston – od 10 do 14 tygodnia

IMG_0910

  • Plusssz – piłam go wtedy, kiedy najbardziej męczyły mnie mdłości – tuż po wstaniu z łóżka i powiem Wam, że była to jakaś tam metoda:)

2

  • Prevomit – samego imbiru nie byłam w stanie przełknąć, te tabletki coś tam pomagały

3

PIELĘGNACJA CIAŁA

Dużo nawilżania, dużo oleju kokosowego. Pielęgnacja cery bez zmian, czyli bardzo minimalistycznie. Do ciała poszły w ruch: oliwka Hipp + olej kokosowy. Na włosy maseczka z oleju kokosowego i maseczka bananowa. Brzucha nie było, rozstępów też, to się nawilżałam i tyle:)


I to chyba tyle, mam wrażenie że temat I trymestru został wyczerpany. Obecnie jesteśmy w 5 miesiącu ciąży, rośniemy i mamy się dobrze.

Niebawem pojawi się wpis odnośnie II trymestru ciąży – na pewno będzie ciekawszy i bardziej obfity w zdjęcia:)

Ściskam, Asia:)

withi

Opublikowano World hovers around her . | 13 komentarzy